Ciepłe promienie słońca próbowały się przebić przez zielone, szpitalne zasłony. Wędrując cicho po sali oświetlały na kilka sekund miejsce po miejscu, aż w końcu na dobre zatrzymały się przy mojej twarzy. Otworzyłam niechętnie oczy, a w mojej głowie kłębiły się myśli sięgające ostatniego wieczoru. Usilnie próbowałam posklejać sobie wszystko w całość. Denerwowało mnie to, że wciąż nie mogę skojarzyć pewnych faktów. Nienawidziłam tego uczucia niepewności. Lekarz oznajmił, że jutro rano zostanę wypisana ze szpitala i będę mogła wrócić do domu, w którym i tak będę musiała spędzić jeszcze trochę czasu, leżeć w łóżku i takie tam. Wcale tego nie chciałam, chciałam wrócić do szkoły, ludzi. Chciałam, żeby było jak dawniej. Około godziny szesnastej rozległo się ciche pukanie do drzwi mojej sali.
- Kochanie, Adaś przyszedł, mogę Go wpuścić? Dobrze się czujesz?
- Tak mamo, wszystko w jak najlepszym porządku, wpuść go.
Po chwili do sali wszedł niebieskooki blondyn, słodko się uśmiechając.
- Cześć, mała. - powiedział i pocałował mnie w czoło. - jak się czujesz ? - dodał po chwili.
- Dobrze, jutro rano mnie wypisują. Straszna tu nuda. A Tobie jak minął ranek?- spytałam zaciekawiona, usiadłam Mu na kolana i wtuliłam się w Niego. Objął mnie tylko mocniej i uśmiechnął się pod nosem.
- Chyba dobrze, nie pamiętam w sumie, czy robiłem coś ciekawego poza myśleniem o Tobie. - powiedział i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Głupek - dodałam po chwili.
- Też Cię kocham, skarbie. - odpowiedział cicho.
Odgarnął moje niesforne kosmyki włosów z policzka i delikatnie, niepewnie zbliżył swoją twarz do mojej. Delikatnie musnął moje wargi. Nie minęła dłuższa chwila, a na mojej twarzy pojawiły się dwa, duże rumieńce. Spuściłam szybko głowę, a na mojej twarzy było widać zakłopotanie. Nie chciałam Go rozczarować, nie mogłam ...
Gdzieś około drugiej nad ranem się przebudziłam. W szpitalu panowała cisza. Czasami można było usłyszeć pochrapywanie pana Lansta, sympatycznego staruszka po siedemdziesiątce. Po chwili usłyszałam dźwięk stukania w szybę okna, w mojej sali. Postukiwanie powtórzyło się jeszcze kilkakrotnie, a potem ktoś zaczął krzyczeć cicho moje imię. Przez chwilę miałam wrażenie, że może śnię. Kiedy byłam już pewna, że ro wcale nie sen, chwilę się jeszcze namyślałam, a następnie otworzyłam okno. Od razu na swojej skórze poczułam chłód dzisiejszej nocy. Ta, nie należała do najcieplejszych. Rozejrzałam się dookoła.
- Psssssyt, na dole. - powiedział chłopak.
Odruchowo spojrzałam w tamta stronę. Od razu go poznałam.
- Kamila...- zaczął.
- Marcin ?! Co ty tu robisz o tej porze ? - zapytałam pełna obaw.
sobota, 19 listopada 2011
piątek, 4 listopada 2011
ROZDZIAŁ XII.
Uniosłam powoli powieki, nie byłam pewna, czy jeszcze żyję.W oczy raziło mnie ostre, jasne światło. Kiedy obraz stał się widoczny, a ja odzyskałam kontakt z otoczeniem zauważyłam, że leżę w jakiejś przestrzennej, biało-zielonej sali. Wydawało mi się, że gdzieś kiedyś widziałam już to miejsce. Ten zapach, kolory... Byłam w szpitalu. Rozejrzałam się uważnie po sali. Byłam w niej zupełnie sama. Zauważyłam, że byłam podłączona do kroplówki z jakimś przezroczystym płynem. Usiadłam na łóżku i poczułam straszliwy ból z tyłu głowy. Odruchowo dotknęłam ręką w tamto miejsce. Zdziwiona, tym co tam wyczułam otworzyłam szerzej oczy. Za drzwiami można było usłyszeć rozmowę jakiejś kobiety z mężczyzną. - Wstrząs mózgu. - oznajmił kobiecie męski baryton. Po chwili ściszył głos do szeptu i pomimo moich usilnych prób zrozumienia czegokolwiek, opadłam bezsilnie na łóżko. Mężczyzna wszedł do 'mojej' sali, a zaraz za nim weszła kobieta. Znałam ją, znałam ją bardzo dobrze, ale nie mogłam sobie przypomnieć... Lekarz chciał coś powiedzieć, ale niespodziewanie przerwała mu, znajoma mi kobieta.
- Jak się czujesz, kochanie ? - zapytała.
No tak, teraz byłam pewna, że to był mama. - Emm. No tak właściwie to strasznie boli mnie głowa, z tyłu głowy mam szwy, jestem w szpitalu i zupełnie nie pamiętam co się stało. - odpowiedziałam zmieszana.
- Nie pamiętasz zupełnie nic? Matko, panie doktorze... - mama spojrzała na mężczyznę błagalnym wzrokiem.
- Nic nie pamiętasz dlatego, że miałaś wypadek. - zaczął lekarz.
- Siedziałam w salonie, kiedy nagle usłyszałam Twój krzyk. Wbiegłam szybko po schodach, otworzyłam drzwi od Twojego pokoju i zobaczyłam Cię lezącą na ziemi. Byłaś nieprzytomna, a wokół Twojej głowy była już spora kałuża krwi. Strasznie się przestraszyłam i zaraz zadzwoniłam po karetkę. I tak oto takim sposobem znalazłaś się tu, w szpitalu. - wytłumaczyła mama. W jej oczach dojrzałam strach, wyglądała tak, jakby zaraz miała się rozpłakać.
- Ale panie doktorze, co mi się właściwie stało? Dlaczego nic nie pamiętam? - zapytałam drżącym głosem.
- Już Ci wyjaśniam. Widzisz, w wyniku tego wypadku, przewróciłaś się. Prawdopodobnie uderzyłaś o ostry róg łóżka i takim oto sposobem, rozcięłaś sobie tył głowy, dlatego masz szwy. Przewracając się, uderzyłaś dosyć mocno o róg łóżka i podłogę, w wyniku czego powstał wstrząs mózgu. Dlatego właśnie możesz mieć zaniki pamięci. Podejrzewam, że z czasem coraz szybciej będziesz kojarzyła fakty, aż w końcu zupełnie odzyskasz pamięć.- powiedział lekarz. Miejmy taką nadzieję. - mruknął sam do siebie.
- Panie doktorze? A kiedy będę mogła stąd wyjść, wrócić do domu? - zapytałam.
- Na razie potrzebny Ci jest solidny odpoczynek, poza tym powinnaś teraz na siebie bardziej uważać i co najważniejsze, nie przemęczać się. Zostaniesz tu jeszcze kilka dni na obserwacji. Jeśli wszystko będzie w porządku, wypuścimy Cię.
- Dziękuję. - odparłam. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Wszyscy, z zaciekawieniem skierowaliśmy wzrok na drzwiach.
- Przepraszam, można? - zapytał męski głos.
- Proszę. - odpowiedział odruchowo lekarz.
Do sali wszedł dosyć wysoki mężczyzna, z sympatyczny uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry.- zwrócił się do doktora i uścisnął mu serdecznie dłoń.
- Cześć. - rzucił w stronę mamy i moją, po czym pocałował mamę w usta.
Tka, to na pewno jest Tomek, przynajmniej tak mi się wydaje. - pomyślałam.
- No i jak się czujesz, mała? - zapytał Tomek. W Jego głosie była troska, na prawdę się martwił.
- Jestem zmęczona, strasznie boli mnie głowa, mało pamiętam. Ale tak poza tym to chyba dobrze. Dzięki, że pytasz. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego pomimo potwornego bólu głowy.
- Nie ma sprawy.- odpowiedział i uśmiechnął się szeroko.
- Dobra, dam znać pielęgniarce, żeby dała Ci coś przeciwbólowego i na sen. Na pewno zaraz przyjdzie, ja spadam do innych pacjentów. Potem jeszcze do Ciebie zajrzę, obiecuję. - powiedział lekarz.
- Dziękujemy bardzo, doktorze. - powiedziała mama.
- Przecież nie ma za co. No, do później młoda. - powiedział i przybił mi tzw. 'żółwika'. - Do widzenia.- rzucił przyjaźnie w kierunku mamy i Tomka, po czym uścisnął dłoń Tomka i wyszedł.
Fajny ten doktor. Ciekawe ile ma lat, wygląda na może nie więcej niż dwadzieścia. Z rozmyśleń wyrwała mnie pielęgniarka, która weszła, wstrzyknęła coś do kroplówki, po czym wyszła tak szybko jak się pojawiła. Leżałam tak w szpitalnym łóżku i zmęczona obserwowałam mamę i Tomka. Gładził mamę po dłoni, szeptali coś do siebie cicho. Chyba powiedział jej nawet, że ją kocha i zaopiekuje się nami. A może tylko mi się przesłyszało? Tych dwoje łączy na prawdę coś magicznego, w to nie wątpiłam.Tak wiele dla siebie znaczą, to widać. Nagle w środku poczułam coś w rodzaju tęsknoty. Czułam pustkę, tak bardzo mi czegoś brakowało, tylko nie wiedziałam czego. nie mając już dłużej siły zasnęłam, moje opieki opadły mimowolnie.
Otworzyłam oczy, był już późny wieczór. Głowa nie bolała mnie już aż tak bardzo i nie czułam się taka zmęczon. W sali zapalona była lampka, a na krześle obok mojego łóżka siedział jakiś chłopak.
- Obudziłaś się. I co, jak się czujesz? - zapytał, a w Jego niebieskich oczach było widać zmęczenie.
- Dzięki, lepiej. - odpowiedziałam. - Możesz mi powiedzieć co tu robisz? - zapytałam po chwili.
- Jak to co? Siedzę tu od jakiś pięciu godzin i ciągle się zamartwiam. Kiedy dowiedziałem się, że jesteś w szpitalu myślałem, że umrę ze strachu. Tak bardzo Cię kocham. -wyszeptał chłopak o blond włosach i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Milczałam. Poczułam tą tęsknotę, poczułam pustkę, która na ułamek chwili została zapełniona. Poczułam się bezpieczna. Ale kim jest ten chłopak? Dlaczego mnie pocałował i powiedział, że mnie kocha? Dlaczego? Dlaczego do cholery jasnej nie mogę przypomnieć sobie kim On jest?! Zła na siebie zaczęłam płakać.
- Ej, ej. Mała, kochanie, dlaczego płaczesz? - zapytał chłopak tuląc mnie mocno do siebie.
- Bo..Bo zupełnie nie mogę sobie przypomnieć kim jesteś i dlaczego czuję w sobie taką cholerną pustkę.. - wytłumaczyła szlochając.
- Jak to ? Nie pamiętasz mnie ? ... - zapytał załamanym głosem chłopak.
- Jak się czujesz, kochanie ? - zapytała.
No tak, teraz byłam pewna, że to był mama. - Emm. No tak właściwie to strasznie boli mnie głowa, z tyłu głowy mam szwy, jestem w szpitalu i zupełnie nie pamiętam co się stało. - odpowiedziałam zmieszana.
- Nie pamiętasz zupełnie nic? Matko, panie doktorze... - mama spojrzała na mężczyznę błagalnym wzrokiem.
- Nic nie pamiętasz dlatego, że miałaś wypadek. - zaczął lekarz.
- Siedziałam w salonie, kiedy nagle usłyszałam Twój krzyk. Wbiegłam szybko po schodach, otworzyłam drzwi od Twojego pokoju i zobaczyłam Cię lezącą na ziemi. Byłaś nieprzytomna, a wokół Twojej głowy była już spora kałuża krwi. Strasznie się przestraszyłam i zaraz zadzwoniłam po karetkę. I tak oto takim sposobem znalazłaś się tu, w szpitalu. - wytłumaczyła mama. W jej oczach dojrzałam strach, wyglądała tak, jakby zaraz miała się rozpłakać.
- Ale panie doktorze, co mi się właściwie stało? Dlaczego nic nie pamiętam? - zapytałam drżącym głosem.
- Już Ci wyjaśniam. Widzisz, w wyniku tego wypadku, przewróciłaś się. Prawdopodobnie uderzyłaś o ostry róg łóżka i takim oto sposobem, rozcięłaś sobie tył głowy, dlatego masz szwy. Przewracając się, uderzyłaś dosyć mocno o róg łóżka i podłogę, w wyniku czego powstał wstrząs mózgu. Dlatego właśnie możesz mieć zaniki pamięci. Podejrzewam, że z czasem coraz szybciej będziesz kojarzyła fakty, aż w końcu zupełnie odzyskasz pamięć.- powiedział lekarz. Miejmy taką nadzieję. - mruknął sam do siebie.
- Panie doktorze? A kiedy będę mogła stąd wyjść, wrócić do domu? - zapytałam.
- Na razie potrzebny Ci jest solidny odpoczynek, poza tym powinnaś teraz na siebie bardziej uważać i co najważniejsze, nie przemęczać się. Zostaniesz tu jeszcze kilka dni na obserwacji. Jeśli wszystko będzie w porządku, wypuścimy Cię.
- Dziękuję. - odparłam. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Wszyscy, z zaciekawieniem skierowaliśmy wzrok na drzwiach.
- Przepraszam, można? - zapytał męski głos.
- Proszę. - odpowiedział odruchowo lekarz.
Do sali wszedł dosyć wysoki mężczyzna, z sympatyczny uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry.- zwrócił się do doktora i uścisnął mu serdecznie dłoń.
- Cześć. - rzucił w stronę mamy i moją, po czym pocałował mamę w usta.
Tka, to na pewno jest Tomek, przynajmniej tak mi się wydaje. - pomyślałam.
- No i jak się czujesz, mała? - zapytał Tomek. W Jego głosie była troska, na prawdę się martwił.
- Jestem zmęczona, strasznie boli mnie głowa, mało pamiętam. Ale tak poza tym to chyba dobrze. Dzięki, że pytasz. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego pomimo potwornego bólu głowy.
- Nie ma sprawy.- odpowiedział i uśmiechnął się szeroko.
- Dobra, dam znać pielęgniarce, żeby dała Ci coś przeciwbólowego i na sen. Na pewno zaraz przyjdzie, ja spadam do innych pacjentów. Potem jeszcze do Ciebie zajrzę, obiecuję. - powiedział lekarz.
- Dziękujemy bardzo, doktorze. - powiedziała mama.
- Przecież nie ma za co. No, do później młoda. - powiedział i przybił mi tzw. 'żółwika'. - Do widzenia.- rzucił przyjaźnie w kierunku mamy i Tomka, po czym uścisnął dłoń Tomka i wyszedł.
Fajny ten doktor. Ciekawe ile ma lat, wygląda na może nie więcej niż dwadzieścia. Z rozmyśleń wyrwała mnie pielęgniarka, która weszła, wstrzyknęła coś do kroplówki, po czym wyszła tak szybko jak się pojawiła. Leżałam tak w szpitalnym łóżku i zmęczona obserwowałam mamę i Tomka. Gładził mamę po dłoni, szeptali coś do siebie cicho. Chyba powiedział jej nawet, że ją kocha i zaopiekuje się nami. A może tylko mi się przesłyszało? Tych dwoje łączy na prawdę coś magicznego, w to nie wątpiłam.Tak wiele dla siebie znaczą, to widać. Nagle w środku poczułam coś w rodzaju tęsknoty. Czułam pustkę, tak bardzo mi czegoś brakowało, tylko nie wiedziałam czego. nie mając już dłużej siły zasnęłam, moje opieki opadły mimowolnie.
Otworzyłam oczy, był już późny wieczór. Głowa nie bolała mnie już aż tak bardzo i nie czułam się taka zmęczon. W sali zapalona była lampka, a na krześle obok mojego łóżka siedział jakiś chłopak.
- Obudziłaś się. I co, jak się czujesz? - zapytał, a w Jego niebieskich oczach było widać zmęczenie.
- Dzięki, lepiej. - odpowiedziałam. - Możesz mi powiedzieć co tu robisz? - zapytałam po chwili.
- Jak to co? Siedzę tu od jakiś pięciu godzin i ciągle się zamartwiam. Kiedy dowiedziałem się, że jesteś w szpitalu myślałem, że umrę ze strachu. Tak bardzo Cię kocham. -wyszeptał chłopak o blond włosach i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Milczałam. Poczułam tą tęsknotę, poczułam pustkę, która na ułamek chwili została zapełniona. Poczułam się bezpieczna. Ale kim jest ten chłopak? Dlaczego mnie pocałował i powiedział, że mnie kocha? Dlaczego? Dlaczego do cholery jasnej nie mogę przypomnieć sobie kim On jest?! Zła na siebie zaczęłam płakać.
- Ej, ej. Mała, kochanie, dlaczego płaczesz? - zapytał chłopak tuląc mnie mocno do siebie.
- Bo..Bo zupełnie nie mogę sobie przypomnieć kim jesteś i dlaczego czuję w sobie taką cholerną pustkę.. - wytłumaczyła szlochając.
- Jak to ? Nie pamiętasz mnie ? ... - zapytał załamanym głosem chłopak.
niedziela, 23 października 2011
ROZDZAŁ XI.
Obudziłam się jakoś o dziewiątej, byłam w ubraniach, widocznie nie zdążyłam się nawet przebrać. Przeciągnęłam się i zeszłam na dół sprawdzić, czy mam jest w domu. Siedziała na sofie w salonie i patrzyła wprost przed siebie. Telewizor był włączony, ale wyglądało na to, że dla mamy pełnił tylko funkcję dekoracyjną. Wyglądała na zamyśloną, patrzyła gdzieś wyraźnie bez celu.
- Mamo, wszystko ok?- zapytałam.
- Tak,tak. Wybacz, trochę się zamyśliłam. - odpowiedziała.
- Zauważyłam... Słuchaj, chciałabym z Tobą pogadać. - zaczęłam.
- Oooo. A o czym?- spytała wyraźnie zaskoczona.
-O Tobie i Tomku.Wy się spotykacie, prawda?
- No w sumie tak. A może Ci to przeszkadza ?
- Nie, nie, skądże. Tylko, czy uważasz, że jest dla Ciebie odpowiednim facetem ?
- A dlaczego nie? Co Ci się w Nim nie podoba?
- Nie, wszystko okej. W sumie to nie zamieniłam z Nim wiele słów, jednakże wydaję się być fajny. Ale...
- Ale? Co z Nim nie tak ?
- Nic, nic. Wszystko w jak najlepszym porządku, ale pamiętasz jak było z tatą? Wiesz, nie chcę, żebyś potem cierpiała, bo zasługujesz na szczęście. Wierzę, że dobrze wybierasz. I życzę Ci, a właściwie Wam szczęścia. Pamiętaj, że zawsze możesz mieć we mnie wsparcie. - wyznałam.
- Oj, córcia, córcia. Wiesz jak bardzo Cię kocham? - powiedziała mama ze łzami w oczach.
- Tak ? Jak ? - spytałam zaciekawiona.
- Nawet sobie tego nie wyobrażasz! - krzyknęła mama i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Ja Ciebie też, ja Ciebie też. - wyszeptałam mocniej się do niej wtulając. Nie pamiętam kiedy ostatni raz powiedziałam mamie, że ją kocham, ale chciałam zanurzyć się w jej matczynych ramionach. Poczuć to bezpieczeństwo, zrozumienie, czuć tą więź między nami.
Rozległo się pukanie do drzwi. Mama wróciła do oglądania telewizji, a ja udałam się w ich stronę, aby je otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu stał w nich Marcin. Byłam cholernie ciekawa, czego chcę.
- Cześć, przeszkadzam ?
- Cześć, w sumie tak, bo jestem zajęta odrabianiem lekcji. - skłamałam.
- A ten, może znajdziesz chwilę na krótki spacer ?
Z salonu dobiegło mnie pytanie: Kto to ? - Nikt mamo, nikt.
- To jak, znajdziesz chwilkę? - pytał zniecierpliwiony Marcin.
- Nie bardzo, sorry. Muszę wracać do lekcji, cześć. - odpowiedziałam. Marcin chciał chyba jeszcze coś powiedzieć, ale zamknęłam drzwi. Być może zachowałam się dosyć oschle w stosunku do niego, ale nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ani tym bardziej iść na jakiś głupi spacer. Mało obchodzi mnie to co on ma do powiedzenia. Niech się pocałuje gdzieś...
Poszłam do kuchni i wszamałam miodowe cornflakesy z mlekiem, po czym poszłam na górę do siebie, aby ogarnąć ten bajzer w moim pokoju. Po południu wpadł Adaś. Leżeliśmy tak u mnie na łóżku i jedliśmy czekoladę, którą przyniósł skarb, kiedy pomyślałam, że to może odpowiedni moment, aby zapytać o tą jego kłótnię z Marcinem.
- Słuchaj, kotek, o co pokłóciłeś się z Marcinem ? - spytałam.
- Już Ci mówiłem, że nie chcę o tym mówić.
- No dobrze. - odpowiedziałam niechętnie.
Nastała długa, niezręczna cisza.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć, już dłużej nie mogę tego trzymać w sobie...
- zaczęłam niepewnie.
- Coś się stało ? Cała się trzęsiesz ...
- Ja... Właściwie to tak. Widzisz wtedy, kiedy byłam z Marcinem w skate parku...
- Tak ? - spytał Adam, nie kryjąc swojego niepokoju.
- To widzisz... On mnie wtedy pocałował. - dokończyłam szybko. - Kochanie, wszystko ok? - zapytałam
drżącym głosem.
- Co On kurr... zrobił ?! Zabiję Go, słyszysz?! Zabiję tego gnoja ! - krzyknął i wyszedł ode mnie z pokoju, a po chwili usłyszałam dźwięk trzaskających drzwi. Dzwoniłam do Niego przez resztę dnia - nie odbierał, pisałam sms - nie odpisywał, Marcin to samo. Usiadłam na łóżku, czułam lęk, cholerny lęk. Po moich policzkach spłynęły łzy. Co ja najlepszego zrobiłam ? Mogłam Mu nie mówić. - łkałam cicho. Jeszcze nigdy nie był taki zdenerwowany, nigdy...
Usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. Wstałam, chwyciłam telefon z biurka, a na wyświetlaczu przeczytałam komunikat : ' nowa wiadomość od: kotek. <3 '. Nacisnęłam ostrożnie 'pokaż', przeczytałam treść i z drżącymi rękoma upuściłam telefon na ziemię. Poczułam, że tracę kontrolę nad ciałem i czułam tylko jak upadam. Słyszałam krzyki mamy, widziałam krew, czułam pulsujący ból z tyłu głowy. A potem cisza, nicość, nie czułam już nic, zupełnie jakbym umarła.
- Mamo, wszystko ok?- zapytałam.
- Tak,tak. Wybacz, trochę się zamyśliłam. - odpowiedziała.
- Zauważyłam... Słuchaj, chciałabym z Tobą pogadać. - zaczęłam.
- Oooo. A o czym?- spytała wyraźnie zaskoczona.
-O Tobie i Tomku.Wy się spotykacie, prawda?
- No w sumie tak. A może Ci to przeszkadza ?
- Nie, nie, skądże. Tylko, czy uważasz, że jest dla Ciebie odpowiednim facetem ?
- A dlaczego nie? Co Ci się w Nim nie podoba?
- Nie, wszystko okej. W sumie to nie zamieniłam z Nim wiele słów, jednakże wydaję się być fajny. Ale...
- Ale? Co z Nim nie tak ?
- Nic, nic. Wszystko w jak najlepszym porządku, ale pamiętasz jak było z tatą? Wiesz, nie chcę, żebyś potem cierpiała, bo zasługujesz na szczęście. Wierzę, że dobrze wybierasz. I życzę Ci, a właściwie Wam szczęścia. Pamiętaj, że zawsze możesz mieć we mnie wsparcie. - wyznałam.
- Oj, córcia, córcia. Wiesz jak bardzo Cię kocham? - powiedziała mama ze łzami w oczach.
- Tak ? Jak ? - spytałam zaciekawiona.
- Nawet sobie tego nie wyobrażasz! - krzyknęła mama i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Ja Ciebie też, ja Ciebie też. - wyszeptałam mocniej się do niej wtulając. Nie pamiętam kiedy ostatni raz powiedziałam mamie, że ją kocham, ale chciałam zanurzyć się w jej matczynych ramionach. Poczuć to bezpieczeństwo, zrozumienie, czuć tą więź między nami.
Rozległo się pukanie do drzwi. Mama wróciła do oglądania telewizji, a ja udałam się w ich stronę, aby je otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu stał w nich Marcin. Byłam cholernie ciekawa, czego chcę.
- Cześć, przeszkadzam ?
- Cześć, w sumie tak, bo jestem zajęta odrabianiem lekcji. - skłamałam.
- A ten, może znajdziesz chwilę na krótki spacer ?
Z salonu dobiegło mnie pytanie: Kto to ? - Nikt mamo, nikt.
- To jak, znajdziesz chwilkę? - pytał zniecierpliwiony Marcin.
- Nie bardzo, sorry. Muszę wracać do lekcji, cześć. - odpowiedziałam. Marcin chciał chyba jeszcze coś powiedzieć, ale zamknęłam drzwi. Być może zachowałam się dosyć oschle w stosunku do niego, ale nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ani tym bardziej iść na jakiś głupi spacer. Mało obchodzi mnie to co on ma do powiedzenia. Niech się pocałuje gdzieś...
Poszłam do kuchni i wszamałam miodowe cornflakesy z mlekiem, po czym poszłam na górę do siebie, aby ogarnąć ten bajzer w moim pokoju. Po południu wpadł Adaś. Leżeliśmy tak u mnie na łóżku i jedliśmy czekoladę, którą przyniósł skarb, kiedy pomyślałam, że to może odpowiedni moment, aby zapytać o tą jego kłótnię z Marcinem.
- Słuchaj, kotek, o co pokłóciłeś się z Marcinem ? - spytałam.
- Już Ci mówiłem, że nie chcę o tym mówić.
- No dobrze. - odpowiedziałam niechętnie.
Nastała długa, niezręczna cisza.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć, już dłużej nie mogę tego trzymać w sobie...
- zaczęłam niepewnie.
- Coś się stało ? Cała się trzęsiesz ...
- Ja... Właściwie to tak. Widzisz wtedy, kiedy byłam z Marcinem w skate parku...
- Tak ? - spytał Adam, nie kryjąc swojego niepokoju.
- To widzisz... On mnie wtedy pocałował. - dokończyłam szybko. - Kochanie, wszystko ok? - zapytałam
drżącym głosem.
- Co On kurr... zrobił ?! Zabiję Go, słyszysz?! Zabiję tego gnoja ! - krzyknął i wyszedł ode mnie z pokoju, a po chwili usłyszałam dźwięk trzaskających drzwi. Dzwoniłam do Niego przez resztę dnia - nie odbierał, pisałam sms - nie odpisywał, Marcin to samo. Usiadłam na łóżku, czułam lęk, cholerny lęk. Po moich policzkach spłynęły łzy. Co ja najlepszego zrobiłam ? Mogłam Mu nie mówić. - łkałam cicho. Jeszcze nigdy nie był taki zdenerwowany, nigdy...
Usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. Wstałam, chwyciłam telefon z biurka, a na wyświetlaczu przeczytałam komunikat : ' nowa wiadomość od: kotek. <3 '. Nacisnęłam ostrożnie 'pokaż', przeczytałam treść i z drżącymi rękoma upuściłam telefon na ziemię. Poczułam, że tracę kontrolę nad ciałem i czułam tylko jak upadam. Słyszałam krzyki mamy, widziałam krew, czułam pulsujący ból z tyłu głowy. A potem cisza, nicość, nie czułam już nic, zupełnie jakbym umarła.
niedziela, 16 października 2011
ROZDZIAŁ X.
W ostatniej chwili zorientowałam się do czego za chwilę może dojść i zanim nasze wargi się połączyły, wymyśliłam jakąś wymówkę.
- Ja... Muszę już iść, umówiłam się z Adamem, wybacz. - powiedziałam szybko zmieszana. Wstałam, że zabrać się stamtąd jak najszybciej, nie kryjąc drżenia moich rąk, ale Marcin chwycił mnie za nadgarstek, przyciągnął do siebie i pocałował delikatnie w usta.
- Idź, skoro musisz, ale pamiętaj mała, jeszcze nie skończyliśmy nauki jazdy na desce. Dzisiaj szło Ci całkiem nieźle. Do następnego w takim razie, siema. - rzucił dość oschle w moim kierunku.
Nie rozumiałam dlaczego mnie pocałował. Nie rozumiałam dlaczego się tak zachowuje. Przecież doskonale wie, że jestem z Adamem. Więc dlaczego to zrobił ? Zanim weszłam do domu, jeszcze przed drzwiami wzięłam wielki haust powietrza w płuca i odetchnęłam głęboko, łudząc się, że mama nie zauważy, że coś jest nie tak. Chciałam założyć maskę, ale nie potrafiłam udawać. Nigdy mi to nie wychodziło, więc dlaczego tym razem miałoby wyjść? Weszłam niepewnie do domu, przyklejając na twarz lekki uśmiech. - Cześć mamo. - powiedziałam. Dopiero teraz usłyszałam, że z kuchni dobiega głos jakiegoś mężczyzny. Weszłam niepewnym krokiem do kuchni.
- Dzień dobry.- powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Wyciągnęłam rękę do tajemniczego mężczyzny i przedstawiłam się . - Kamila, córka Anity. Miło mi.
- Pozwól, ze Ci przedstawię Tomka, kochanie. - powiedziała szybko mama.
Mężczyzna uścisnął moją dłoń i odpowiedział. - Mi również. - Po czym uśmiechnął się do mnie w taki sposób, że na policzkach mamy pojawiły się dwa rumieńce, wyraźnie już teraz widoczne.
Widać było, że krępuje ich moja obecność, więc postanowiłam, że pójdę do siebie.
- A, słuchaj mamo.
- Tak, córcia ?
- Nie będziesz miała nic przeciwko temu, żeby wpadł Adam, prawda?
- Nie, skądże, niech wpada.
- Ok. To nie przeszkadzam Wam już, pogadamy potem.
Nie odpowiedziała. Zupełnie jakby pochłonął ją jej własny, wymarzony świat. Świat, w którym jak już zdążyłam się domyślić, był, albo miał pojawić się Tomek. Weszłam na górę do swojego pokoju, nie zważając zupełnie na odgłosy śmiech z kuchni. Wydawało mi się, że już gdzieś słyszałam ten głos. A mianowicie wtedy, gdy mama wróciła z imprezy firmowej. Czyli to on ją wtedy odprowadził do domu, wszystko jasne. W końcu wygląda na szczęśliwą, powinna taka być. Zasługuje na to, jak każdy człowiek, a jeśli jej szczęście ma postać Tomka, to nikt nie powinien jej tego odbierać. Nikt. Weszłam do pokoju, odpaliłam kompa i chwyciłam za telefon. ' Cześć, kochanie. ;* Przeszkadzam Ci może, jesteś zajęty? :> ' - napisałam i przycisnęłam przycisk: ' wyślij do : Kotek.<3.' Zanim zdążyłam zatopić się w rozmyśleniach, Adam odpisał. ' Ty? Ty nigdy nie przeszkadzasz, kotku. <3. A co ?' - widniała odpowiedź. ' Bo pomyślałam sobie, że może byś do mnie wpadł ? Poleżelibyśmy, poprzytulali się. Tak, tego właśnie mi trzeba.Co Ty na to? :) ' - wystukałam szybko o odpowiedź. ' Pewnie, będę u Ciebie za 15 min. Kocham Cię. ;*' - widniała krótka, a jakże pocieszająca wiadomość na ekranie mojego telefonu. Usiadłam przy kompie, włączyłam gadu i zamieniłam parę słów z Majką. Wyłączyłam po dziesięciu minutach znudzona rozmową. Rozległ się dzwonek do drzwi. - Ja otworzę ! - krzyknęłam od razu i zeszłam na dół w mgnieniu oka.
- No cześć, skarbie. - powiedział Adam i po prostu mnie przytulił. - A buziaka nie dostanę? - zapytał po chwili.
- Hahah. Jasne, że dostaniesz, ale za chwilę. Chodź do mnie na górę, bo mama z Tomkiem są w kuchni i nie chcę im przeszkadzać, nawet nie warto mówić im dzień dobry, tak są zajęci sobą. - wyjaśniłam.
- z Tomkiem ? - zapytał zaskoczony Adaś.
- Tak, z Tomkiem, oni najwyraźniej ze sobą kręcą. - dodałam.
- A. Nie no spoko. - powiedział Adaśko, wziął mnie za rękę i poszliśmy na górę.
Kiedy tylko drzwi mojego pokoju się zamknęły, Adam rzucił mnie na łóżko i zaczął namiętnie całować. W pewnym momencie go odsunęłam.
- Co jest ? - zapytał zaskoczony.
- Nie, nic. Tylko już po prostu starczy... - odpowiedziałam po chwili wahania.
- Dobra, jak chcesz. - usłyszałam w odpowiedzi. Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że po całym ciele przeszedł mnie dreszcz. Odwrócił się, siadając na skraju łóżka. Jego wzrok był obojętny, wpatrzony zupełnie przed siebie bez jakiegokolwiek celu. Z Jego oczu można było wyczytać smutek... I rozczarowanie? Podeszłam od tyłu, wtuliłam się w Niego, a z moich ust dobiegło ciche 'przepraszam'.
- Oj, kochanie, doskonale wiesz, że nic się nie stało. Tylko problem tkwi w tym, że jesteś jakaś inna, nieswoja. Czuję to dokładnie. - zaczął Adaś. - Coś się stało ? - ciągnął dalej.
- Ja... Nie, nic.- zaczęłam mówić próbując, aby mój głos drżał jak najmniej.- Nic, po prostu dzisiaj się dziwnie czuję, to wszystko. - Odpowiedziałam. Zaskakujące jest to, z jaką łatwością przyszło mi okłamywać kogoś, kto znaczy dla mnie tak wiele. A co najgorsze On uwierzył. Z jednej strony cieszyłam się, że nie muszę Mu się tłumaczyć, nie chciałam tego, ale z drugiej jednak miałam do Niego pewien żal, że łyknął tą bajeczkę. Leżeliśmy i rozmawialiśmy tak jeszcze z trzy godziny po czym odprowadziłam Go do drzwi i pożegnałam przeciągającym pocałunkiem. Wróciłam do siebie na górę. W drzwiach jak zawsze, był wsadzony klucz. Od przeprowadzki tutaj nigdy Go nie użyłam, zamknęłam drzwi i ... przekręciłam klucz. Włączyłam Black Veil Brides - Carolyn, położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Bardzo intensywnie myśleć o tym, co dzisiaj się stało. Nie mogłam pojąć dlaczego Marcin zachowuje się tak dziwnie, inaczej. Wiedziałam też, że nie dam rady przybierać ciągle maski, gdyż to nie ma najmniejszego sensu. W dodatku nie jest to 'fer' , wobec osób mi najbliższych. Co mi po tym, jeśli będę udawać, a w środku mnie będzie kompletny chaos ? Doskonale wiem, że jeśli teraz stracę kontrolę, potem już nad tym wszystkim nie zapanuje. A co z mamą ? Czy na prawdę chcę sobie ułożyć życie z tym całym Tomkiem? Ostatnio, bardzo się od siebie oddaliłyśmy... Mimo wszystko, muszę z nią porozmawiać o niejakim 'tajemniczym mężczyźnie'. A co z kłótnią pomiędzy Marcinem, a Adamem ? Wiem jedno. Muszę się dowiedzieć o co chodzi i porozmawiać z Marcinem, nie zostawię tego tak. Najgorsze jest to, że nie wiem jak długo jeszcze zdołam ukryć prawdę przed Adamem. I co się stanie jeśli się dowie. Rozmyślając tak nad wszystkim zasnęłam, a w głowie oprócz melodii piosenki słyszanej przed zaśnięciem, nasuwało mi się jeszcze jedno pytanie.A mianowicie: Co mam z tym wszystkim zrobić? ...
- Ja... Muszę już iść, umówiłam się z Adamem, wybacz. - powiedziałam szybko zmieszana. Wstałam, że zabrać się stamtąd jak najszybciej, nie kryjąc drżenia moich rąk, ale Marcin chwycił mnie za nadgarstek, przyciągnął do siebie i pocałował delikatnie w usta.
- Idź, skoro musisz, ale pamiętaj mała, jeszcze nie skończyliśmy nauki jazdy na desce. Dzisiaj szło Ci całkiem nieźle. Do następnego w takim razie, siema. - rzucił dość oschle w moim kierunku.
Nie rozumiałam dlaczego mnie pocałował. Nie rozumiałam dlaczego się tak zachowuje. Przecież doskonale wie, że jestem z Adamem. Więc dlaczego to zrobił ? Zanim weszłam do domu, jeszcze przed drzwiami wzięłam wielki haust powietrza w płuca i odetchnęłam głęboko, łudząc się, że mama nie zauważy, że coś jest nie tak. Chciałam założyć maskę, ale nie potrafiłam udawać. Nigdy mi to nie wychodziło, więc dlaczego tym razem miałoby wyjść? Weszłam niepewnie do domu, przyklejając na twarz lekki uśmiech. - Cześć mamo. - powiedziałam. Dopiero teraz usłyszałam, że z kuchni dobiega głos jakiegoś mężczyzny. Weszłam niepewnym krokiem do kuchni.
- Dzień dobry.- powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Wyciągnęłam rękę do tajemniczego mężczyzny i przedstawiłam się . - Kamila, córka Anity. Miło mi.
- Pozwól, ze Ci przedstawię Tomka, kochanie. - powiedziała szybko mama.
Mężczyzna uścisnął moją dłoń i odpowiedział. - Mi również. - Po czym uśmiechnął się do mnie w taki sposób, że na policzkach mamy pojawiły się dwa rumieńce, wyraźnie już teraz widoczne.
Widać było, że krępuje ich moja obecność, więc postanowiłam, że pójdę do siebie.
- A, słuchaj mamo.
- Tak, córcia ?
- Nie będziesz miała nic przeciwko temu, żeby wpadł Adam, prawda?
- Nie, skądże, niech wpada.
- Ok. To nie przeszkadzam Wam już, pogadamy potem.
Nie odpowiedziała. Zupełnie jakby pochłonął ją jej własny, wymarzony świat. Świat, w którym jak już zdążyłam się domyślić, był, albo miał pojawić się Tomek. Weszłam na górę do swojego pokoju, nie zważając zupełnie na odgłosy śmiech z kuchni. Wydawało mi się, że już gdzieś słyszałam ten głos. A mianowicie wtedy, gdy mama wróciła z imprezy firmowej. Czyli to on ją wtedy odprowadził do domu, wszystko jasne. W końcu wygląda na szczęśliwą, powinna taka być. Zasługuje na to, jak każdy człowiek, a jeśli jej szczęście ma postać Tomka, to nikt nie powinien jej tego odbierać. Nikt. Weszłam do pokoju, odpaliłam kompa i chwyciłam za telefon. ' Cześć, kochanie. ;* Przeszkadzam Ci może, jesteś zajęty? :> ' - napisałam i przycisnęłam przycisk: ' wyślij do : Kotek.<3.' Zanim zdążyłam zatopić się w rozmyśleniach, Adam odpisał. ' Ty? Ty nigdy nie przeszkadzasz, kotku. <3. A co ?' - widniała odpowiedź. ' Bo pomyślałam sobie, że może byś do mnie wpadł ? Poleżelibyśmy, poprzytulali się. Tak, tego właśnie mi trzeba.Co Ty na to? :) ' - wystukałam szybko o odpowiedź. ' Pewnie, będę u Ciebie za 15 min. Kocham Cię. ;*' - widniała krótka, a jakże pocieszająca wiadomość na ekranie mojego telefonu. Usiadłam przy kompie, włączyłam gadu i zamieniłam parę słów z Majką. Wyłączyłam po dziesięciu minutach znudzona rozmową. Rozległ się dzwonek do drzwi. - Ja otworzę ! - krzyknęłam od razu i zeszłam na dół w mgnieniu oka.
- No cześć, skarbie. - powiedział Adam i po prostu mnie przytulił. - A buziaka nie dostanę? - zapytał po chwili.
- Hahah. Jasne, że dostaniesz, ale za chwilę. Chodź do mnie na górę, bo mama z Tomkiem są w kuchni i nie chcę im przeszkadzać, nawet nie warto mówić im dzień dobry, tak są zajęci sobą. - wyjaśniłam.
- z Tomkiem ? - zapytał zaskoczony Adaś.
- Tak, z Tomkiem, oni najwyraźniej ze sobą kręcą. - dodałam.
- A. Nie no spoko. - powiedział Adaśko, wziął mnie za rękę i poszliśmy na górę.
Kiedy tylko drzwi mojego pokoju się zamknęły, Adam rzucił mnie na łóżko i zaczął namiętnie całować. W pewnym momencie go odsunęłam.
- Co jest ? - zapytał zaskoczony.
- Nie, nic. Tylko już po prostu starczy... - odpowiedziałam po chwili wahania.
- Dobra, jak chcesz. - usłyszałam w odpowiedzi. Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że po całym ciele przeszedł mnie dreszcz. Odwrócił się, siadając na skraju łóżka. Jego wzrok był obojętny, wpatrzony zupełnie przed siebie bez jakiegokolwiek celu. Z Jego oczu można było wyczytać smutek... I rozczarowanie? Podeszłam od tyłu, wtuliłam się w Niego, a z moich ust dobiegło ciche 'przepraszam'.
- Oj, kochanie, doskonale wiesz, że nic się nie stało. Tylko problem tkwi w tym, że jesteś jakaś inna, nieswoja. Czuję to dokładnie. - zaczął Adaś. - Coś się stało ? - ciągnął dalej.
- Ja... Nie, nic.- zaczęłam mówić próbując, aby mój głos drżał jak najmniej.- Nic, po prostu dzisiaj się dziwnie czuję, to wszystko. - Odpowiedziałam. Zaskakujące jest to, z jaką łatwością przyszło mi okłamywać kogoś, kto znaczy dla mnie tak wiele. A co najgorsze On uwierzył. Z jednej strony cieszyłam się, że nie muszę Mu się tłumaczyć, nie chciałam tego, ale z drugiej jednak miałam do Niego pewien żal, że łyknął tą bajeczkę. Leżeliśmy i rozmawialiśmy tak jeszcze z trzy godziny po czym odprowadziłam Go do drzwi i pożegnałam przeciągającym pocałunkiem. Wróciłam do siebie na górę. W drzwiach jak zawsze, był wsadzony klucz. Od przeprowadzki tutaj nigdy Go nie użyłam, zamknęłam drzwi i ... przekręciłam klucz. Włączyłam Black Veil Brides - Carolyn, położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Bardzo intensywnie myśleć o tym, co dzisiaj się stało. Nie mogłam pojąć dlaczego Marcin zachowuje się tak dziwnie, inaczej. Wiedziałam też, że nie dam rady przybierać ciągle maski, gdyż to nie ma najmniejszego sensu. W dodatku nie jest to 'fer' , wobec osób mi najbliższych. Co mi po tym, jeśli będę udawać, a w środku mnie będzie kompletny chaos ? Doskonale wiem, że jeśli teraz stracę kontrolę, potem już nad tym wszystkim nie zapanuje. A co z mamą ? Czy na prawdę chcę sobie ułożyć życie z tym całym Tomkiem? Ostatnio, bardzo się od siebie oddaliłyśmy... Mimo wszystko, muszę z nią porozmawiać o niejakim 'tajemniczym mężczyźnie'. A co z kłótnią pomiędzy Marcinem, a Adamem ? Wiem jedno. Muszę się dowiedzieć o co chodzi i porozmawiać z Marcinem, nie zostawię tego tak. Najgorsze jest to, że nie wiem jak długo jeszcze zdołam ukryć prawdę przed Adamem. I co się stanie jeśli się dowie. Rozmyślając tak nad wszystkim zasnęłam, a w głowie oprócz melodii piosenki słyszanej przed zaśnięciem, nasuwało mi się jeszcze jedno pytanie.A mianowicie: Co mam z tym wszystkim zrobić? ...
piątek, 7 października 2011
ROZDZIAŁ IX.
Przez najbliższe 3 tygodnie nękały mnie koszmary, a właściwie jeden koszmar. Powtarzający się na okrągło, kończący się przeraźliwie tak samo za każdym razem. Budziłam się zawsze równo o 3:15 spocona, zmęczona, a z mojego gardła wydobywał się przeraźliwy, okropny, pełen bólu krzyk. Mój oddech stawał się nierówny, serce w niezbyt normalnym rytmie. Adam wiedział o tym, że każdej nocy dzieję się to samo, jednak nie miał pojęcia o tym, jak wyglądał mój sen. Za każdym razem, za każdym cholernym razem śniło mi się to samo. A właściwie wyglądał tak : Siedziałam na mostku pisząc coś zawzięcie w moim zeszycie. Wciąż czułam na sobie czyjś wzrok. Spoglądając niepewnie w stronę wody czułam, że jestem coraz bliżej sięgającej mnie przepaści. Wyglądała tak jakby na mnie czekała, czekała na mój upadek. Coś zaszeleściło w krzakach. Spojrzałam niepewnie w stronę zarośli. Zza krzaków wyszedł Adam. Wstałam, aby się z Nim przywitać, lecz On zdążył krzyknąć tylko krótkie : ' Nie, nie podchodź do mnie ! '. Obraz przed moimi oczami się rozmazał, chociaż usilnie mrugając powiekami próbowałam odzyskać ostrość otoczenia i co najważniejsze - Adama. Kiedy obraz stał się już wyraźny Adama nie było, jakby rozpłynął się w powietrzu. Wołałam i wołałam, ale nie uzyskiwałam żadnej odpowiedzi.Nagle, poczułam, że muszę spojrzeć za siebie. Zdecydowanie od razu spojrzałam na wodę. Z wody wyłoniła się postać 10-letniej dziewczynki o ciemnych, sięgających do pasa włosów, a jej wzrok był przeraźliwy i zarazem obojętny. Straciłam zupełnie kontrolę nad moim ciałem. Widziałam tylko, że jestem coraz bliżej końca mostku. Dziewczynka chwyciła mnie za nogę i ciągnęła wprost do swojej głębi. Krzyczałam, ale nikt nie przyszedł mi z pomocą. Zachłysnęłam się wodą. Biorąc w płuca haust powietrza i zaraz po chwili zanurzyłam się cała po raz pierwszy. Wiedziałam już, że to koniec. Nie miałam siły dłużej walczyć. Dziewczynka zaczęła ciągnąć mnie na samo dno ludzkiej nienawiści. Właśnie wtedy budziłam się z głośnym krzykiem, którym budziłam mamę i Niki.
Adaśko przyszedł do mnie o 19. Wszedł do domu i od razu odsłonił szereg swoich śnieżnobiałych zębów, pocałował mnie w czubek nosa i zrobił się jakoś dziwnie spięty.
- Kocham Cię. - szepnęłam.
- Ja Ciebie też... - odpowiedział po chwili milczenia.
W domu można było usłyszeć głuchą ciszę. W każdym zakamarku mojego domu nic nie wydawało z siebie najmniejszego dźwięku. Nagle mój telefon na stole zaczął wibrować i wydał z siebie dźwięk sms. ' Hej. Przeszkadzam Ci może? ' - widniał napis na ekranie mojego telefonu.
- Marcin napisał. - zakomunikowałam Adamowi.
- Mhm. -odparł tylko.
- Co jest ? Znowu się pokłóciliście ? - spytałam, lecz nie odpowiadał. - Kochanie popatrz na mnie. O co tym razem ?- zapytałam pełna obaw.
- Nie chcę o tym mówić, ok ? - odpowiedział.
- No ok, ok. Ale pamiętasz o tym, że ze mną możesz pogadać o wszystkim ?
- Tak, oczywiście, że pamiętam, skarbie. - odpowiedział i pocałował mnie czule w usta.
' Nie, w sumie nie. A czemu pytasz ? ' odpisałam Marcinowi. Już po chwili na ekranie mojego telefonu widniał krótki napis: ' 1 nowa wiadomość od : Marcin :) '. Nacisnęłam opcję 'pokaż'. Moim oczom ukazała się ciekawa propozycja. ' Bo myślałem sobie, że może poszłabyś ze mną do skate parku. Pamiętam, że mówiłaś mi kiedyś, że zawsze chciałaś się nauczyć jeździć na desce. Co Ty na to mała? - pytał Marcin. ' A no ja ym.
Teraz siedzę z Adamem u mnie, więc nie mam za bardzo ja, ale kiedy indziej na pewno skorzystam, obiecuję. ' - odpisałam po krótkiej chwili. ' A okej, to nie bd Wam przeszkadzał. Mam nadzieję, że następnym razem się skusisz. To siem mała. Miłego dnia. ;*' - napisał. ' Okee, wzajemnie' - odpisałam po raz ostatni.
- Co chciał od Ciebie ? - spytał po chwili Adaś.
- Pytał się, czy nie chciałabym wybrać się z Nim do skate parku.Chciał pouczyć mnie jazdy na desce. - odpowiedziałam.
- Zgodziłaś się ? - zapytał poddenerwowany już lekko Adam.
- Ja...Dobra nieważne, nie chcę o tym mówić.Po prostu mam swoje powody. Nie mam najmniejszej ochoty się z Tobą teraz kłócić. Idę, zrobiło się już późno, jasne skarbie ? - zapytał, a raczej już postanowił.
Złożył krótki pocałunek na moich ustach. W mojej głowie przebiegła myśl, że jeszcze i tak o tym pogadamy, nie zostawię tego tak.
Wyszedł. Mama wróciła jakoś po 1. Miała jakąś imprezę z firmie. Ja leżałam już w swoim łóżku od dawna, słuchając cicho muzyki w słuchawkach mojego telefonu. Słyszała męski głos z dołu, albo mi się zdawało. Postanowiłam, że jutro spytam o to mamę. Mój telefon zawibrował, dając mi tym znak, że przyszedł nowy sms. ' właśnie miałem się kłaść, ale pomyślałem, że napiszę. To co Ty na to, żebyśmy wyskoczyli jutro do tego skate parku ? ;d Zapraszam na pierwszą lekcję. O której masz czas ? ;) ;*** ' - pisał Marcin.
' Hahahah. xd Ok, ok. To może tak o 16?:) ' - odpisałam. Telefon ponowie zawibrował. ' Okej, okej. Jak pani sb życzy.:d To do jutra. Branoc, mała ;** ' . Odpisałam mu na koniec krótkie : do jutra. Branoc, branoc. :* :) '. Wyłączyłam muzykę, odłożyłam telefon na szafkę nocną, wtuliłam się w poduszkę i pozwoliłam moim powiekom opaść w tej głuchej ciszy. Wstałam o 12, wybrałam się do łazienki i zrobiłam ze sobą porządek. Ubrałam na siebie krótkie spodenki, o wiele na mnie za duży T-shirt Adama i zeszłam na śniadanie. Mama poszła już widocznie do pracy, bo nigdzie nie było jej widać. Zjadłam płatki, ubrałam buty, chwyciłam za telefon, klucze, smycz Niki, zawołałam ją i zabrałam na spacer. Po drodze zaszłam jeszcze po Majkę i pochwaliłam się jej dzisiejszymi planami. Kiedy wróciłam do domu, na zegarku widniała już 15. Wsypałam do miski Niki karmę i nalałam jej wody. Poszłam do siebie na górę. Z mojej szafy wygrzebałam super wygodne spodnie dresowe i moją ulubioną koszulkę. Szybko się przebrałam, uczesałam włosy w koński ogon, założyłam na nogi moje ukochane trampki, chwyciłam jeszcze tylko telefon, klucze i jabłko i wyszłam. Na miejscu stawiłam się o umówionej godzinie i z tego co już zdążyłam zauważyć Marcin ćwiczył już różne triki. Marcin był trochę niższy od Adama, miał dłuższe brązowe włosy. A Jego oczy miały barwę czekolady. Miał na sobie szare spodnie dresowe, zielony t-shirt, zielono-czarne 'skejty' i czapkę pod kolor stroju. Musiałam przyznać, robił wrażenie.
- O, siema Kamila. Fajnie wyglądasz. - powiedział Marcin, uśmiechając się przy tym szeroko.
- Dzięki. To samo można powiedzieć o Tobie. - odpowiedziałam i odwzajemniła uśmiech.
W mojej kieszeni zawibrował telefon. ' gdzie jesteś, skarbie ? ' - widniał sms od Adama. Szybko Mu odpowiedziałam.
- To jak, mała? Bierzemy się za naukę ? - zapytał zachęcająco Marcin.
- Jasne, chodźmy.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
Po pół godzinie byłam już nieźle zmęczona. Podczas jazdy zahaczyłam kółkiem deski o jakiś kamień i upadłam na ziemię.
- Ej, nic Ci nie jest ? - zapytał z troską Marcin.
- Nie, nie. Wszystko ok. - odpowiedziałam.
Marcin pomógł mi wstać i zaczęliśmy się głośno śmiać. Nagle przyciągnął mnie w talii mocno do siebie, spojrzał mi w oczy, a swoim nosem niebezpiecznie blisko dotykał mojego. Byłam zupełnie zdezorientowana, nie byłam w stanie się ruszyć, a tym bardziej cokolwiek powiedzieć. Zamknęłam oczy. Dokładnie wyczuwałam, że nasze wargi dzieli od siebie zaledwie kilka centymetrów, a za chwilę stanie si ę coś co i tak nieuniknione ...
Adaśko przyszedł do mnie o 19. Wszedł do domu i od razu odsłonił szereg swoich śnieżnobiałych zębów, pocałował mnie w czubek nosa i zrobił się jakoś dziwnie spięty.
- Kocham Cię. - szepnęłam.
- Ja Ciebie też... - odpowiedział po chwili milczenia.
W domu można było usłyszeć głuchą ciszę. W każdym zakamarku mojego domu nic nie wydawało z siebie najmniejszego dźwięku. Nagle mój telefon na stole zaczął wibrować i wydał z siebie dźwięk sms. ' Hej. Przeszkadzam Ci może? ' - widniał napis na ekranie mojego telefonu.
- Marcin napisał. - zakomunikowałam Adamowi.
- Mhm. -odparł tylko.
- Co jest ? Znowu się pokłóciliście ? - spytałam, lecz nie odpowiadał. - Kochanie popatrz na mnie. O co tym razem ?- zapytałam pełna obaw.
- Nie chcę o tym mówić, ok ? - odpowiedział.
- No ok, ok. Ale pamiętasz o tym, że ze mną możesz pogadać o wszystkim ?
- Tak, oczywiście, że pamiętam, skarbie. - odpowiedział i pocałował mnie czule w usta.
' Nie, w sumie nie. A czemu pytasz ? ' odpisałam Marcinowi. Już po chwili na ekranie mojego telefonu widniał krótki napis: ' 1 nowa wiadomość od : Marcin :) '. Nacisnęłam opcję 'pokaż'. Moim oczom ukazała się ciekawa propozycja. ' Bo myślałem sobie, że może poszłabyś ze mną do skate parku. Pamiętam, że mówiłaś mi kiedyś, że zawsze chciałaś się nauczyć jeździć na desce. Co Ty na to mała? - pytał Marcin. ' A no ja ym.
Teraz siedzę z Adamem u mnie, więc nie mam za bardzo ja, ale kiedy indziej na pewno skorzystam, obiecuję. ' - odpisałam po krótkiej chwili. ' A okej, to nie bd Wam przeszkadzał. Mam nadzieję, że następnym razem się skusisz. To siem mała. Miłego dnia. ;*' - napisał. ' Okee, wzajemnie' - odpisałam po raz ostatni.
- Co chciał od Ciebie ? - spytał po chwili Adaś.
- Pytał się, czy nie chciałabym wybrać się z Nim do skate parku.Chciał pouczyć mnie jazdy na desce. - odpowiedziałam.
- Zgodziłaś się ? - zapytał poddenerwowany już lekko Adam.
- Ja...Dobra nieważne, nie chcę o tym mówić.Po prostu mam swoje powody. Nie mam najmniejszej ochoty się z Tobą teraz kłócić. Idę, zrobiło się już późno, jasne skarbie ? - zapytał, a raczej już postanowił.
Złożył krótki pocałunek na moich ustach. W mojej głowie przebiegła myśl, że jeszcze i tak o tym pogadamy, nie zostawię tego tak.
Wyszedł. Mama wróciła jakoś po 1. Miała jakąś imprezę z firmie. Ja leżałam już w swoim łóżku od dawna, słuchając cicho muzyki w słuchawkach mojego telefonu. Słyszała męski głos z dołu, albo mi się zdawało. Postanowiłam, że jutro spytam o to mamę. Mój telefon zawibrował, dając mi tym znak, że przyszedł nowy sms. ' właśnie miałem się kłaść, ale pomyślałem, że napiszę. To co Ty na to, żebyśmy wyskoczyli jutro do tego skate parku ? ;d Zapraszam na pierwszą lekcję. O której masz czas ? ;) ;*** ' - pisał Marcin.
' Hahahah. xd Ok, ok. To może tak o 16?:) ' - odpisałam. Telefon ponowie zawibrował. ' Okej, okej. Jak pani sb życzy.:d To do jutra. Branoc, mała ;** ' . Odpisałam mu na koniec krótkie : do jutra. Branoc, branoc. :* :) '. Wyłączyłam muzykę, odłożyłam telefon na szafkę nocną, wtuliłam się w poduszkę i pozwoliłam moim powiekom opaść w tej głuchej ciszy. Wstałam o 12, wybrałam się do łazienki i zrobiłam ze sobą porządek. Ubrałam na siebie krótkie spodenki, o wiele na mnie za duży T-shirt Adama i zeszłam na śniadanie. Mama poszła już widocznie do pracy, bo nigdzie nie było jej widać. Zjadłam płatki, ubrałam buty, chwyciłam za telefon, klucze, smycz Niki, zawołałam ją i zabrałam na spacer. Po drodze zaszłam jeszcze po Majkę i pochwaliłam się jej dzisiejszymi planami. Kiedy wróciłam do domu, na zegarku widniała już 15. Wsypałam do miski Niki karmę i nalałam jej wody. Poszłam do siebie na górę. Z mojej szafy wygrzebałam super wygodne spodnie dresowe i moją ulubioną koszulkę. Szybko się przebrałam, uczesałam włosy w koński ogon, założyłam na nogi moje ukochane trampki, chwyciłam jeszcze tylko telefon, klucze i jabłko i wyszłam. Na miejscu stawiłam się o umówionej godzinie i z tego co już zdążyłam zauważyć Marcin ćwiczył już różne triki. Marcin był trochę niższy od Adama, miał dłuższe brązowe włosy. A Jego oczy miały barwę czekolady. Miał na sobie szare spodnie dresowe, zielony t-shirt, zielono-czarne 'skejty' i czapkę pod kolor stroju. Musiałam przyznać, robił wrażenie.
- O, siema Kamila. Fajnie wyglądasz. - powiedział Marcin, uśmiechając się przy tym szeroko.
- Dzięki. To samo można powiedzieć o Tobie. - odpowiedziałam i odwzajemniła uśmiech.
W mojej kieszeni zawibrował telefon. ' gdzie jesteś, skarbie ? ' - widniał sms od Adama. Szybko Mu odpowiedziałam.
- To jak, mała? Bierzemy się za naukę ? - zapytał zachęcająco Marcin.
- Jasne, chodźmy.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
Po pół godzinie byłam już nieźle zmęczona. Podczas jazdy zahaczyłam kółkiem deski o jakiś kamień i upadłam na ziemię.
- Ej, nic Ci nie jest ? - zapytał z troską Marcin.
- Nie, nie. Wszystko ok. - odpowiedziałam.
Marcin pomógł mi wstać i zaczęliśmy się głośno śmiać. Nagle przyciągnął mnie w talii mocno do siebie, spojrzał mi w oczy, a swoim nosem niebezpiecznie blisko dotykał mojego. Byłam zupełnie zdezorientowana, nie byłam w stanie się ruszyć, a tym bardziej cokolwiek powiedzieć. Zamknęłam oczy. Dokładnie wyczuwałam, że nasze wargi dzieli od siebie zaledwie kilka centymetrów, a za chwilę stanie si ę coś co i tak nieuniknione ...
sobota, 24 września 2011
ROZDZIAŁ VIII.
Obudził mnie zapach smażonych naleśników i kakałka, docierający z kuchni. Przeciągnęłam się w łóżku z uśmiechem na twarzy. Spojrzałam na zegarek - wskazywał 9:30. Usiadłam na łóżku i spojrzałam w stronę lustra. Moje włosy wyglądały jakby przeszło przez nie tornado. Zaczęłam się głośno śmiać. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Drzwi mojego pokoju otworzyły się powoli, a ja nie mogłam już dłużej pohamować swojego śmiechu. Drzwi się otworzyły, moim oczom ukazał się Adaś, odsłaniając swoje śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu.
- Widzę, że już wstałaś, kocie. - powiedział i objął mnie w pasie.
- Dobrze widzisz, kochanie. - odpowiedziałam i poczułam jak pocałował mnie w czubek nosa.
- Wariat ! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.
- W dodatku, Twój wariat. - dodał , odgarniając z mojej twarzy kosmyk moich niesfornych włosów. - Widzę, że ktoś tutaj ma dzisiaj dobry humor. - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
- Dokładnie tak. Co tak ładnie pachnie ? - spytałam zaciekawiona.
- Chodź, zrobiłem Nam śniadanie. - odpowiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę kuchni.
Nie myliłam się. Na blacie leżały usmażone naleśniki z nutellą i dwa kubki pysznego kakałka. Przy jednym z talerzyków leżała czerwona róża.
- A to dla kogo ? - spytałam, nie kryjąc zaskoczenia w moim głosie.
- To dla Ciebie, skarbie. - powiedział Adam, wręczając mi do ręki krwistoczerwoną różę.
- Ja... dziękuję. - odpowiedziałam i poczułam jak na mojej twarzy powoli pojawiają się rumieńce.
- Głuptasek, nie ma za co. - powiedział i posłał mi pełen miłości uśmiech.
Zjedliśmy śniadanie, ogarnęliśmy się, posiedzieliśmy jeszcze tak trochę oglądając TV.
- Ej, kot ja się zwijam, obiecałem pomóc bratu. - poinformował mnie Adaś.
- No okeeeeeeeej. - powiedziałam niechętnie.
- Widzimy się jutro ? - zaproponował.
- Jasne, wbijesz po mnie bmx'em o 7:30 ? To pojedziemy razem do szkoły. - spytałam.
- Pewnie, to do jutra, kocie. Kocham Cię.
- No hej, ja Ciebie też. Bardzo, bardzo. - odpowiedziałam i pocałowałam Go namiętnie w usta.
Włączyłam Come najgłośniej jak się da i zaczęłam śpiewać. Zabrałam się sprzątanie domu. Szybko ogarnęłam kuchnię, łazienkę, swój pokój i inne pomieszczenia w domu. Zostało mi tylko powycierać kurze w alonie i poodkurzać. Kiedy skończyłam akurat wróciła mama.
- I jak było ? - spytała zaciekawiona.
- Okej. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Byliście grzeczni ?
- No pewka. - odpowiedziałam posyłając jej łobuzerski uśmiech. - Na blacie zostały jeszcze naleśniki ze śniadania, które przyrządził Adam. Zjedz sobie, są na prawdę przepyszne.
- Okej, okej, dzięki. - powiedziała mama i poszła do kuchni.
Weszłam po schodach na górę i skierowałam się w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę. Kiedy skończyłam, przebrałam się w czyste rzeczy i wpadłam na pomysł, aby wybrać się na spacer i zrobić parę zdjęć. Wzięłam torbę, moją ukochaną lustrzankę, włożyłam na nogi stare trampki, wzięłam smycz Niki i ruszyłam w drogę. Rzuciłam jeszcze mamie krótkie ' wychodzę' i wyszłam. Zrobiłam kilka zdjęć. Wybrałam się nad jezioro.Niki merdała zabawnie ogonem. Znalazłam mostek, który sięgał głębokiej wody. Weszłam na niego i ostrożnie usiadłam. Spojrzałam na wodę. Jej kolor i głębokość mnie przerażały. Wpatrując się tak w wodę, po ciele nagle przeszedł mnie dreszcz. Poczułam chłód, chociaż słońce grzało dzisiaj bardzo mocno. Zaczęłam pstrykać zdjęcia temu dziwnemu miejscu. Przeglądając wszystkie zdjęcia w aparacie, natknęłam się na pewną postać. Postać, która wpatrywała się wprost w obiektyw, ale znajdując się jakby w tej głębi. Przeszedł mnie dreszcz, a w moich oczach można było dostrzec przerażenie. Spojrzałam ostatni raz na głęboką, wodną przepaść i jak najszybciej się stamtąd zabrałam.
- Widzę, że już wstałaś, kocie. - powiedział i objął mnie w pasie.
- Dobrze widzisz, kochanie. - odpowiedziałam i poczułam jak pocałował mnie w czubek nosa.
- Wariat ! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.
- W dodatku, Twój wariat. - dodał , odgarniając z mojej twarzy kosmyk moich niesfornych włosów. - Widzę, że ktoś tutaj ma dzisiaj dobry humor. - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
- Dokładnie tak. Co tak ładnie pachnie ? - spytałam zaciekawiona.
- Chodź, zrobiłem Nam śniadanie. - odpowiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę kuchni.
Nie myliłam się. Na blacie leżały usmażone naleśniki z nutellą i dwa kubki pysznego kakałka. Przy jednym z talerzyków leżała czerwona róża.
- A to dla kogo ? - spytałam, nie kryjąc zaskoczenia w moim głosie.
- To dla Ciebie, skarbie. - powiedział Adam, wręczając mi do ręki krwistoczerwoną różę.
- Ja... dziękuję. - odpowiedziałam i poczułam jak na mojej twarzy powoli pojawiają się rumieńce.
- Głuptasek, nie ma za co. - powiedział i posłał mi pełen miłości uśmiech.
Zjedliśmy śniadanie, ogarnęliśmy się, posiedzieliśmy jeszcze tak trochę oglądając TV.
- Ej, kot ja się zwijam, obiecałem pomóc bratu. - poinformował mnie Adaś.
- No okeeeeeeeej. - powiedziałam niechętnie.
- Widzimy się jutro ? - zaproponował.
- Jasne, wbijesz po mnie bmx'em o 7:30 ? To pojedziemy razem do szkoły. - spytałam.
- Pewnie, to do jutra, kocie. Kocham Cię.
- No hej, ja Ciebie też. Bardzo, bardzo. - odpowiedziałam i pocałowałam Go namiętnie w usta.
Włączyłam Come najgłośniej jak się da i zaczęłam śpiewać. Zabrałam się sprzątanie domu. Szybko ogarnęłam kuchnię, łazienkę, swój pokój i inne pomieszczenia w domu. Zostało mi tylko powycierać kurze w alonie i poodkurzać. Kiedy skończyłam akurat wróciła mama.
- I jak było ? - spytała zaciekawiona.
- Okej. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Byliście grzeczni ?
- No pewka. - odpowiedziałam posyłając jej łobuzerski uśmiech. - Na blacie zostały jeszcze naleśniki ze śniadania, które przyrządził Adam. Zjedz sobie, są na prawdę przepyszne.
- Okej, okej, dzięki. - powiedziała mama i poszła do kuchni.
Weszłam po schodach na górę i skierowałam się w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę. Kiedy skończyłam, przebrałam się w czyste rzeczy i wpadłam na pomysł, aby wybrać się na spacer i zrobić parę zdjęć. Wzięłam torbę, moją ukochaną lustrzankę, włożyłam na nogi stare trampki, wzięłam smycz Niki i ruszyłam w drogę. Rzuciłam jeszcze mamie krótkie ' wychodzę' i wyszłam. Zrobiłam kilka zdjęć. Wybrałam się nad jezioro.Niki merdała zabawnie ogonem. Znalazłam mostek, który sięgał głębokiej wody. Weszłam na niego i ostrożnie usiadłam. Spojrzałam na wodę. Jej kolor i głębokość mnie przerażały. Wpatrując się tak w wodę, po ciele nagle przeszedł mnie dreszcz. Poczułam chłód, chociaż słońce grzało dzisiaj bardzo mocno. Zaczęłam pstrykać zdjęcia temu dziwnemu miejscu. Przeglądając wszystkie zdjęcia w aparacie, natknęłam się na pewną postać. Postać, która wpatrywała się wprost w obiektyw, ale znajdując się jakby w tej głębi. Przeszedł mnie dreszcz, a w moich oczach można było dostrzec przerażenie. Spojrzałam ostatni raz na głęboką, wodną przepaść i jak najszybciej się stamtąd zabrałam.
poniedziałek, 12 września 2011
ZAWIESZAM
ZAWIESZAM. WRÓCĘ Z NOWYMI MATERIAŁAMI, POMYSŁAMI, MUSZĘ POPRACOWAĆ NAD PISANIEM MOJEGO BLOGA, BO JEST JAKIŚ TAKI NIJAKI. ;x OBIECUJĘ, ŻE WRÓCĘ TYLKO NIE WIEM KIEDY. MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEZ TO NIE STRACĘ OSÓB, KTÓRE CZYTAJĄ MOJEGO BLOGA, MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDĄ ONE CIERPLIWIE CZEKAŁY NA MÓJ POWRÓT .:) DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM, JESTEŚCIE KOCHANI. ♥
Tak, tak, a na tym zdjęciu jestem ja. :
Tak, tak, a na tym zdjęciu jestem ja. :
Subskrybuj:
Posty (Atom)




