Obudził mnie zapach smażonych naleśników i kakałka, docierający z kuchni. Przeciągnęłam się w łóżku z uśmiechem na twarzy. Spojrzałam na zegarek - wskazywał 9:30. Usiadłam na łóżku i spojrzałam w stronę lustra. Moje włosy wyglądały jakby przeszło przez nie tornado. Zaczęłam się głośno śmiać. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Drzwi mojego pokoju otworzyły się powoli, a ja nie mogłam już dłużej pohamować swojego śmiechu. Drzwi się otworzyły, moim oczom ukazał się Adaś, odsłaniając swoje śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu.
- Widzę, że już wstałaś, kocie. - powiedział i objął mnie w pasie.
- Dobrze widzisz, kochanie. - odpowiedziałam i poczułam jak pocałował mnie w czubek nosa.
- Wariat ! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.
- W dodatku, Twój wariat. - dodał , odgarniając z mojej twarzy kosmyk moich niesfornych włosów. - Widzę, że ktoś tutaj ma dzisiaj dobry humor. - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
- Dokładnie tak. Co tak ładnie pachnie ? - spytałam zaciekawiona.
- Chodź, zrobiłem Nam śniadanie. - odpowiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę kuchni.
Nie myliłam się. Na blacie leżały usmażone naleśniki z nutellą i dwa kubki pysznego kakałka. Przy jednym z talerzyków leżała czerwona róża.
- A to dla kogo ? - spytałam, nie kryjąc zaskoczenia w moim głosie.
- To dla Ciebie, skarbie. - powiedział Adam, wręczając mi do ręki krwistoczerwoną różę.
- Ja... dziękuję. - odpowiedziałam i poczułam jak na mojej twarzy powoli pojawiają się rumieńce.
- Głuptasek, nie ma za co. - powiedział i posłał mi pełen miłości uśmiech.
Zjedliśmy śniadanie, ogarnęliśmy się, posiedzieliśmy jeszcze tak trochę oglądając TV.
- Ej, kot ja się zwijam, obiecałem pomóc bratu. - poinformował mnie Adaś.
- No okeeeeeeeej. - powiedziałam niechętnie.
- Widzimy się jutro ? - zaproponował.
- Jasne, wbijesz po mnie bmx'em o 7:30 ? To pojedziemy razem do szkoły. - spytałam.
- Pewnie, to do jutra, kocie. Kocham Cię.
- No hej, ja Ciebie też. Bardzo, bardzo. - odpowiedziałam i pocałowałam Go namiętnie w usta.
Włączyłam Come najgłośniej jak się da i zaczęłam śpiewać. Zabrałam się sprzątanie domu. Szybko ogarnęłam kuchnię, łazienkę, swój pokój i inne pomieszczenia w domu. Zostało mi tylko powycierać kurze w alonie i poodkurzać. Kiedy skończyłam akurat wróciła mama.
- I jak było ? - spytała zaciekawiona.
- Okej. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Byliście grzeczni ?
- No pewka. - odpowiedziałam posyłając jej łobuzerski uśmiech. - Na blacie zostały jeszcze naleśniki ze śniadania, które przyrządził Adam. Zjedz sobie, są na prawdę przepyszne.
- Okej, okej, dzięki. - powiedziała mama i poszła do kuchni.
Weszłam po schodach na górę i skierowałam się w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę. Kiedy skończyłam, przebrałam się w czyste rzeczy i wpadłam na pomysł, aby wybrać się na spacer i zrobić parę zdjęć. Wzięłam torbę, moją ukochaną lustrzankę, włożyłam na nogi stare trampki, wzięłam smycz Niki i ruszyłam w drogę. Rzuciłam jeszcze mamie krótkie ' wychodzę' i wyszłam. Zrobiłam kilka zdjęć. Wybrałam się nad jezioro.Niki merdała zabawnie ogonem. Znalazłam mostek, który sięgał głębokiej wody. Weszłam na niego i ostrożnie usiadłam. Spojrzałam na wodę. Jej kolor i głębokość mnie przerażały. Wpatrując się tak w wodę, po ciele nagle przeszedł mnie dreszcz. Poczułam chłód, chociaż słońce grzało dzisiaj bardzo mocno. Zaczęłam pstrykać zdjęcia temu dziwnemu miejscu. Przeglądając wszystkie zdjęcia w aparacie, natknęłam się na pewną postać. Postać, która wpatrywała się wprost w obiektyw, ale znajdując się jakby w tej głębi. Przeszedł mnie dreszcz, a w moich oczach można było dostrzec przerażenie. Spojrzałam ostatni raz na głęboką, wodną przepaść i jak najszybciej się stamtąd zabrałam.
sobota, 24 września 2011
poniedziałek, 12 września 2011
ZAWIESZAM
ZAWIESZAM. WRÓCĘ Z NOWYMI MATERIAŁAMI, POMYSŁAMI, MUSZĘ POPRACOWAĆ NAD PISANIEM MOJEGO BLOGA, BO JEST JAKIŚ TAKI NIJAKI. ;x OBIECUJĘ, ŻE WRÓCĘ TYLKO NIE WIEM KIEDY. MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEZ TO NIE STRACĘ OSÓB, KTÓRE CZYTAJĄ MOJEGO BLOGA, MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDĄ ONE CIERPLIWIE CZEKAŁY NA MÓJ POWRÓT .:) DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM, JESTEŚCIE KOCHANI. ♥
Tak, tak, a na tym zdjęciu jestem ja. :
Tak, tak, a na tym zdjęciu jestem ja. :
ROZDZIAŁ VII.
- O czym, coś się stało ? - zapytał Adaś.
- Widzisz... Chodzi o to, że coś odkryłam, a właściwie kogoś. - odpowiedziałam i poczułam, ze po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy.
- Spokojnie kochanie, mów powoli. - powiedział wycierając z moich policzków coraz to kolejne łzy.
- Jak już wiesz moi rodzice rozwiedli się kiedy miałam 12 lat. Od tamtego czasu ojciec wcale się nami nie interesuje, ma nas głęboko w dupie. - mówiłam dalej, a złość ogarniała mnie coraz bardziej. - Ma swoje życie i ja to szanuje. - ciągnęłam dalej. - Ostatnio szperałam w różnych źródłach, bo chciałam się czegoś o nim dowiedzieć. I chyba źle zrobiłam . - wyznałam kryjąc twarz w dłoniach.
- Kochanie...- powiedział Adam całując mnie w czoło. - ale czego się dowiedziałaś?... - spytał niepewnie.
- Dowiedziałam się, ze się ożenił. - powiedziałam szlochając. - Ale to nie wszystko...on...on - nie byłam w stanie tego powiedzieć, po prostu nie mogłam.
- On... ? - zapytał Adam.
- On ma syna. - wykrztusiłam w końcu z siebie. I to 2 lata młodszy ode mnie. Ma na imię Daniel. - powiedziałam i rozpłakałam się na dobre, chowając swoje łzy w tors Adama.
- Ja... nie wiem co mam Ci powiedzieć. - odparł ściskając mocniej moją dłoń.
- Pamiętasz ? Mówiłam Ci przed spacerem, że idę wziąć bluzę i gdzieś zadzwonić. - powiedziałam przygryzając dolną wargę.
- I zadzwoniłaś do tego Daniela, tak ? - spytał Adam, chociaż znał już odpowiedź.
- Tak, ale kiedy tylko odebrał telefon i usłyszałam jego głos w słuchawce, stchórzyłam. Pomyślałam, że nie będę mu psuć tej cudownej, pełnej rodziny, jaką kiedyś miałam ja. - wyznałam nie kontrolując już moich łez zupełnie.
- Pamiętaj kochanie, że są w Twoim życiu ludzie, którzy oddaliby za Ciebie
własne życie. Dla niektórych jesteś cholernie ważna. Na mnie zawsze możesz liczyć, pamiętaj. I nie zapominaj o tym jak bardzo Cię kocham. Nigdy Cię nie zostawię, rozumiesz ? NIGDY. - powiedział i przytulił mnie mocno do siebie, jakby chciał ochronić mnie przed czymś co i tak nieuniknione.
Leżeliśmy tak jeszcze długo. Poczułam tylko jak ktoś niesie mnie po schodach na górę. Po chwili znalazłam się już w moim łóżku, na mojej poduszce, pod moją kołdrą. Byłam pewna, że to mój skarb. Położył się koło mnie upewniając się, że jestem dokładnie przykryta i objął mnie opiekuńczo ramieniem. Wsłuchałam się jeszcze potem w krople deszczu uderzające o mój parapet, a słuchając serca Adama, poczułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że nasze serca biją w jednym tak bardzo rozumiejącym się rytmie. I wiedziałam, że bardzo Go kocham. Wtuliłam się w Jego objęcia mocniej wiedząc, że znalazłam kogoś z kim mogłabym spędzić całe życie. Wiedziałam, że przejdziemy przez to wszystko razem, wiedziałam, że mnie nie zostawi. Przynajmniej tak mi się wydawało ...
- Widzisz... Chodzi o to, że coś odkryłam, a właściwie kogoś. - odpowiedziałam i poczułam, ze po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy.
- Spokojnie kochanie, mów powoli. - powiedział wycierając z moich policzków coraz to kolejne łzy.
- Jak już wiesz moi rodzice rozwiedli się kiedy miałam 12 lat. Od tamtego czasu ojciec wcale się nami nie interesuje, ma nas głęboko w dupie. - mówiłam dalej, a złość ogarniała mnie coraz bardziej. - Ma swoje życie i ja to szanuje. - ciągnęłam dalej. - Ostatnio szperałam w różnych źródłach, bo chciałam się czegoś o nim dowiedzieć. I chyba źle zrobiłam . - wyznałam kryjąc twarz w dłoniach.
- Kochanie...- powiedział Adam całując mnie w czoło. - ale czego się dowiedziałaś?... - spytał niepewnie.
- Dowiedziałam się, ze się ożenił. - powiedziałam szlochając. - Ale to nie wszystko...on...on - nie byłam w stanie tego powiedzieć, po prostu nie mogłam.
- On... ? - zapytał Adam.
- On ma syna. - wykrztusiłam w końcu z siebie. I to 2 lata młodszy ode mnie. Ma na imię Daniel. - powiedziałam i rozpłakałam się na dobre, chowając swoje łzy w tors Adama.
- Ja... nie wiem co mam Ci powiedzieć. - odparł ściskając mocniej moją dłoń.
- Pamiętasz ? Mówiłam Ci przed spacerem, że idę wziąć bluzę i gdzieś zadzwonić. - powiedziałam przygryzając dolną wargę.
- I zadzwoniłaś do tego Daniela, tak ? - spytał Adam, chociaż znał już odpowiedź.
- Tak, ale kiedy tylko odebrał telefon i usłyszałam jego głos w słuchawce, stchórzyłam. Pomyślałam, że nie będę mu psuć tej cudownej, pełnej rodziny, jaką kiedyś miałam ja. - wyznałam nie kontrolując już moich łez zupełnie.
- Pamiętaj kochanie, że są w Twoim życiu ludzie, którzy oddaliby za Ciebie
własne życie. Dla niektórych jesteś cholernie ważna. Na mnie zawsze możesz liczyć, pamiętaj. I nie zapominaj o tym jak bardzo Cię kocham. Nigdy Cię nie zostawię, rozumiesz ? NIGDY. - powiedział i przytulił mnie mocno do siebie, jakby chciał ochronić mnie przed czymś co i tak nieuniknione.
Leżeliśmy tak jeszcze długo. Poczułam tylko jak ktoś niesie mnie po schodach na górę. Po chwili znalazłam się już w moim łóżku, na mojej poduszce, pod moją kołdrą. Byłam pewna, że to mój skarb. Położył się koło mnie upewniając się, że jestem dokładnie przykryta i objął mnie opiekuńczo ramieniem. Wsłuchałam się jeszcze potem w krople deszczu uderzające o mój parapet, a słuchając serca Adama, poczułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że nasze serca biją w jednym tak bardzo rozumiejącym się rytmie. I wiedziałam, że bardzo Go kocham. Wtuliłam się w Jego objęcia mocniej wiedząc, że znalazłam kogoś z kim mogłabym spędzić całe życie. Wiedziałam, że przejdziemy przez to wszystko razem, wiedziałam, że mnie nie zostawi. Przynajmniej tak mi się wydawało ...
sobota, 10 września 2011
ROZDZIAŁ VI .
Nacisnęłam klamkę drzwi mojego pokoju i cicho je otworzyłam. Skierowałam się w stronę szafki z ubraniami. Wyciągnęłam z niej moją o wiele za dużą, ukochaną, niebieską bluzę. Nałożyłam ją szybko na siebie, poprawiłam włosy i wpisałam numer telefonu komórkowego, który widniał już od dwóch tygodni na małej kartce, zgniecionego papieru.
- Tak, słucham ? - odezwał się męski głos w słuchawce. Stchórzyłam i szybko się rozłączyłam.
- Kamila, wszystko w porządku ? - dobiegł męski głos mojego Skarba z dołu.
- Tak, tak ! Już schodzę. - odpowiedziałam szybko, patrząc na swój wystraszony wyraz twarzy w lustrze. Zeszłam na dół uśmiechając się szeroko.
- Na pewno wszystko w porządku, kochanie ? Bo wyglądasz na jakąś zdenerwowaną. - spytał Adam.
- Tak wszystko ok. - skłamałam. Chodźmy już. Złapałam Go za rękę, zamknęłam drzwi i zaczęliśmy iść w stronę pobliskiego lasu. Niki merdała zadowolona ogonem z długiego spaceru. Hmm... Chyba muszę częściej wychodzić na wieczorne spacery z Adasiem. Jego oczy wyglądają fantastycznie w blasku księżyca. Kiedy postanowiliśmy już wracać zaczęłam robić coraz bardziej nerwowa. Wróciliśmy do domu, kiedy akurat dochodziła 23.
- Kochanie pozwolisz, że wezmę prysznic ? O niczym teraz tak bardzo nie marzę jak o tym. - zwróciłam się do Adasia.
- A o buziaku ode mnie, co ?- spytał robiąc minę smutnego dziecka.
- To już swoją drogą. - odpowiedziałam muskając delikatnie Jego wargi.
- No dobra, leć już brać ten prysznic, kocie.
Chwyciłam z pokoju pidżamy i ruszyłam w kierunku łazienki. Weszłam pod prysznic, odkręciłam wodę i pozwoliłam, aby moje ciało zaatakowało miliony gorących kropli. Spływały po moim ciele wręcz bezgłośnie, pozwalając mi na chwilę relaksu. Po 10 min. wyszłam z kabiny, kładąc uważnie nogę na zimną posadzkę łazienki. Owinęłam się ręcznikiem, spojrzałam na blizny pokrywające moją rękę. Szybko odwróciłam wzrok, aby nie pozwolić wspomnieniom wrócić w przeciągu kilku krótkich sekund. Wytarłam się, założyłam pidżamy i rozczesałam szczotką moje mokre, kasztanowe włosy, które pod wpływem wody strasznie się pokręciły. Umyłam jeszcze zęby i zeszłam na dół. Adam siedział na kanapie z Niki na kolanach uważnie się w coś wpatrując.
- Już jestem. Co robisz, kochanie ? - spytałam zaciekawiona.
- Odpisuję na sms Marcinowi. Cudownie wyglądasz z mokrymi włosami, skarbie. - powiedział uśmiechając się uroczo.
Usiadłam koło Niego na kanapie wtulając się w Jego ramię.
- Dziękuję. Myślałam, że jesteście pokłóceni.
- Byliśmy. Przyjaźnimy się ze sobą już tyle lat, że nie potrafimy bez siebie długo wytrzymać. - wytłumaczył Adam głaszcząc Niki po główce.
Po chwili dostał kolejnego sms.
-' Dobra stary, nie bd Wam przeszkadzał, tylko grzecznie mi tam ;d Pozdrów Kamę. Siemka ;) ' - pisał Marcin.
Uśmiechnęłam się. - Dzięki, też go pozdrów.
- Okej, już się robi. Dobra teraz ja idę się myć, a Ty sobie czekaj. - powiedział wstając z kanapy.
- Okej. Zrobię jakąś kolację i gorącą herbatę. Z cytryną, prawda ?
- Zgadza się, kocie.
Kiedy Adamo poszedł się umyć włączyłam piosenką comy - piosenka pisana nocą i trochę podgłośniłam.
- Możesz jeszcze trochę podgłośnić ? Uwielbiam ten kawałek ! - krzyknął z łazienki Adaś.
- Pewnie. Już, już. - odpowiedziałam i podgłośniłam trochę, ale z umiarem, żeby sąsiedzi się nie skarżyli.
- Dzięki, Kocham Cię ! - po chwili usłyszałam.
- Ja Ciebie też ! - odpowiedziałam stawiając czajnik na gaz.
Wyciągnęłam szklanki i wrzuciłam dwie saszetki z herbatą, do każdej z nich. Ukroiłam dwa plasterki cytryny, rzuciła je do szklanek i zabrałam się za robienie kanapek. Właśnie zalewałam herbatę, kiedy Adamo objął mnie w pasie.
- Ale to ja kocham Cię bardziej. - powiedział, mrucząc mi słodko do ucha.
- Nie m takiej opcji wgl. ! - odpowiedziałam szybko, robiąc minę obrażonego dziecka.
- Jeszcze zobaczymy - powiedział skarb i pocałował mnie czule.
Wyciągnęłam dwie poduszki i koc, usiadłam na kanapie, a Adam przyniósł z kuchni kanapki i posłodzoną już herbatę. Razem przykryliśmy się cieplutkim kocykiem i zaczęliśmy jeść. Wzięłam łyk herbaty i zamyśliłam się, a w moich oczach pojawiły się łzy, które zaraz miały spłynąć po moich policzkach.
- Ej, skarbie. Co się dzieje ? Byłaś dzisiaj jakaś zdenerwowana przez spacerem, a teraz wyglądasz jakbyś zaraz miała się rozpłakać. - powiedział Adam tuląc mnie mocno do siebie.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć ... - odpowiedziałam robiąc głęboki wdech.
- Tak, słucham ? - odezwał się męski głos w słuchawce. Stchórzyłam i szybko się rozłączyłam.
- Kamila, wszystko w porządku ? - dobiegł męski głos mojego Skarba z dołu.
- Tak, tak ! Już schodzę. - odpowiedziałam szybko, patrząc na swój wystraszony wyraz twarzy w lustrze. Zeszłam na dół uśmiechając się szeroko.
- Na pewno wszystko w porządku, kochanie ? Bo wyglądasz na jakąś zdenerwowaną. - spytał Adam.
- Tak wszystko ok. - skłamałam. Chodźmy już. Złapałam Go za rękę, zamknęłam drzwi i zaczęliśmy iść w stronę pobliskiego lasu. Niki merdała zadowolona ogonem z długiego spaceru. Hmm... Chyba muszę częściej wychodzić na wieczorne spacery z Adasiem. Jego oczy wyglądają fantastycznie w blasku księżyca. Kiedy postanowiliśmy już wracać zaczęłam robić coraz bardziej nerwowa. Wróciliśmy do domu, kiedy akurat dochodziła 23.
- Kochanie pozwolisz, że wezmę prysznic ? O niczym teraz tak bardzo nie marzę jak o tym. - zwróciłam się do Adasia.
- A o buziaku ode mnie, co ?- spytał robiąc minę smutnego dziecka.
- To już swoją drogą. - odpowiedziałam muskając delikatnie Jego wargi.
- No dobra, leć już brać ten prysznic, kocie.
Chwyciłam z pokoju pidżamy i ruszyłam w kierunku łazienki. Weszłam pod prysznic, odkręciłam wodę i pozwoliłam, aby moje ciało zaatakowało miliony gorących kropli. Spływały po moim ciele wręcz bezgłośnie, pozwalając mi na chwilę relaksu. Po 10 min. wyszłam z kabiny, kładąc uważnie nogę na zimną posadzkę łazienki. Owinęłam się ręcznikiem, spojrzałam na blizny pokrywające moją rękę. Szybko odwróciłam wzrok, aby nie pozwolić wspomnieniom wrócić w przeciągu kilku krótkich sekund. Wytarłam się, założyłam pidżamy i rozczesałam szczotką moje mokre, kasztanowe włosy, które pod wpływem wody strasznie się pokręciły. Umyłam jeszcze zęby i zeszłam na dół. Adam siedział na kanapie z Niki na kolanach uważnie się w coś wpatrując.
- Już jestem. Co robisz, kochanie ? - spytałam zaciekawiona.
- Odpisuję na sms Marcinowi. Cudownie wyglądasz z mokrymi włosami, skarbie. - powiedział uśmiechając się uroczo.
Usiadłam koło Niego na kanapie wtulając się w Jego ramię.
- Dziękuję. Myślałam, że jesteście pokłóceni.
- Byliśmy. Przyjaźnimy się ze sobą już tyle lat, że nie potrafimy bez siebie długo wytrzymać. - wytłumaczył Adam głaszcząc Niki po główce.
Po chwili dostał kolejnego sms.
-' Dobra stary, nie bd Wam przeszkadzał, tylko grzecznie mi tam ;d Pozdrów Kamę. Siemka ;) ' - pisał Marcin.
Uśmiechnęłam się. - Dzięki, też go pozdrów.
- Okej, już się robi. Dobra teraz ja idę się myć, a Ty sobie czekaj. - powiedział wstając z kanapy.
- Okej. Zrobię jakąś kolację i gorącą herbatę. Z cytryną, prawda ?
- Zgadza się, kocie.
Kiedy Adamo poszedł się umyć włączyłam piosenką comy - piosenka pisana nocą i trochę podgłośniłam.
- Możesz jeszcze trochę podgłośnić ? Uwielbiam ten kawałek ! - krzyknął z łazienki Adaś.
- Pewnie. Już, już. - odpowiedziałam i podgłośniłam trochę, ale z umiarem, żeby sąsiedzi się nie skarżyli.
- Dzięki, Kocham Cię ! - po chwili usłyszałam.
- Ja Ciebie też ! - odpowiedziałam stawiając czajnik na gaz.
Wyciągnęłam szklanki i wrzuciłam dwie saszetki z herbatą, do każdej z nich. Ukroiłam dwa plasterki cytryny, rzuciła je do szklanek i zabrałam się za robienie kanapek. Właśnie zalewałam herbatę, kiedy Adamo objął mnie w pasie.
- Ale to ja kocham Cię bardziej. - powiedział, mrucząc mi słodko do ucha.
- Nie m takiej opcji wgl. ! - odpowiedziałam szybko, robiąc minę obrażonego dziecka.
- Jeszcze zobaczymy - powiedział skarb i pocałował mnie czule.
Wyciągnęłam dwie poduszki i koc, usiadłam na kanapie, a Adam przyniósł z kuchni kanapki i posłodzoną już herbatę. Razem przykryliśmy się cieplutkim kocykiem i zaczęliśmy jeść. Wzięłam łyk herbaty i zamyśliłam się, a w moich oczach pojawiły się łzy, które zaraz miały spłynąć po moich policzkach.
- Ej, skarbie. Co się dzieje ? Byłaś dzisiaj jakaś zdenerwowana przez spacerem, a teraz wyglądasz jakbyś zaraz miała się rozpłakać. - powiedział Adam tuląc mnie mocno do siebie.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć ... - odpowiedziałam robiąc głęboki wdech.
piątek, 9 września 2011
ROZDZIAŁ V.
Staliśmy tak chwilę w milczeniu.
- Idziemy do mnie do pokoju, chcesz coś, czy jak. bo potem możemy być zajęci. - powiedziałam i spojrzałam na mamę pytająco.
- A może dać Wam prezerwatywy, co ? - spytała mama.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne mamo. Nie , wiesz myślę, że nie będą Nam potrzebne w najbliższym czasie i jeszcze przez długi czas. - odpowiedziałam.
Wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Dobra, dobra przecież tak tylko sobie żartuję. - powiedziała mama.
Nagle usłyszeliśmy dzwonek telefonu komórkowego mamy, dobiegającego z salonu.
- Przepraszam Was dzieci, ale muszę odebrać.
- Dobra mamo, nie ma sprawy.
- A może chcesz soku, co kochanie ? - powiedziałam i spojrzałam na Adama pytająco.
- Jeżeli tylko masz pomarańczowy to chętnie, kocie. - odpowiedział rzucając mi jeden ze swoich cudownych uśmiechów.
- Wyciągnij szklanki, proszę.
- Już się robi piękna !
- Adaś, no...
- No co?
- Wcale nie jestem piękna, a teraz przez Ciebie mam na twarzy dwa rumieńce, których nie cierpię !
- Oj, kochanie. Jesteś, jesteś. A zobaczyć na Twojej twarzy rumieńce ? - bezcenne. Poza tym bardzo słodko w nich wyglądasz. - powiedział i pocałował mnie w czubek nosa.
Zaśmiałam się cicho nalewając sok do szklanek. Usłyszałam, że mama skończyła już rozmowę przez telefon.
- Mamo, chcesz soku ? - spytałam.
- Nie, córcia. Przykro mi, ale muszę Was zostawić, bo praca wzywa. Jakieś problemy w firmie, potrzebują mnie.
- Mamo, ale w piątek ?
- Niestety, ale wrócę dopiero jutro po południu.
- Ehh... Muszę Cię umówić na jakąś randkę, ciągle tylko praca i praca, tak nie można !
- Dobra, trzymam Cię za słowo ! - powiedziała mama i zaśmiała się. - Adaś pilnuj, żeby nie położyła się bardzo późno mimo tego, że jest piątek.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne mamo. - odparłam z irytacją.
- Nie ma najmniejszego problemu, proszę pani. - powiedział Adamo i posłał mamie czarujący uśmiech.
- A. Jeśli chcesz możesz dziś u nas przenocować, nie lubię kiedy Kamila zostaję sama na noc. - zaproponowała mama.
- Serio, mamo ? Może ?
- Serio, serio.
- Jeeeejku, mamo ! Dziękuję ! - krzyknęłam i przytuliłam ją bardzo mocno.
- Dziękuję pani. Na pewno skorzystam. - odparł Adaś.
- No, no. Ale śpisz tu, na kanapie mój drogi. - dodała groźnie mama.
- Oczywiście, proszę pani.
- Mamo, przecież i tak będziemy grzeczni. - powiedziałam i posłałam jej łobuzerski uśmiech.
- W to nie wątpię...Ale kanapa, to kanapa.
- Dobra, Dobra.
- Przypilnuję Kamili, na pewno będzie grzeczna. ( Czego nie mogę powiedzieć o sobie. - szepnął mi na ucho.) - powiedział Adaś śmiejąc się.
- Okej, wierze Ci na słowo, mój drogi.A teraz wybaczcie, ale już czas na mnie. Cześć!
- No hej, mamo.- Do widzenia.
Po chwili zamknęły się drzwi i usłyszeliśmy odgłos odjeżdżającego samochodu.
- No to zostaliśmy sami. - powiedziałam.
- Na to wygląda, kochanie. - powiedział Adam i objął mnie w pasie.
- To co robimy ? - spytałam, całując Go w policzek.
- Może jakiś film ? - zaproponował mocniej obejmując mnie w talii.
- Czemu nie. Tylko ja nie mam chyba nic ciekawego.
- To wiesz co ? Poczekaj tutaj, a ja skoczę do domu po jakieś komedie, co Ty na to ?
- Komedie ? Cudownie ! Ale...
- Ale co, myszko ?
- Nie chcę tracić, ani chwili z Tobą, kociaku.
- Oj, mała. Przecież wrócę.
- No wiem, wiem. Byleby szybko.
Wziął kurtkę, bo zrobiło się już dosyć chłodno, pocałował mnie w usta i powiedział :
- Wrócę niedługo, skarbie.
- Już tęsknię. - powiedziałam i mocniej ścisnęłam Jego dłoń.
Po chwili wyszedł. Patrzyłam jeszcze przez okno jak jedzie w kierunku swojego domu na Jego ukochanym bmx'e. - Kocham Go,w wiesz Niki ?- zwróciłam się do psa. - A no tak ! Chodź nasypię Ci karmy, pewnie zgłodniałaś. Akurat na blacie kuchennym mój telefon wydał z siebie dźwięk oznaczający nowego sms. Wsypałam karmę do miski Niki i spojrzałam jeszcze na nią kątem oka jak wcina jej zawartość. Wzięłam telefon do ręki. Na wyświetlaczu widniał napis : 1 nowa wiadomość od : Adam.♥ ' .Nacisnęłam opcję 'pokaż' i po chwili moim oczom ukazało się słodkie pytanie, które wywołało na mojej twarzy uśmiech, aż po same kąciki warg. ' Za 5 min. bd u Ciebie. Jak wrócę to zacałuję Cię na śmierć ! :D Co Ty na to, skarbie ? ;* <3' - ' Mmmm ... bardzo kuszące, zgadzam się .;d No chodź już tu do mnie, no ! :) Kocham Cię. <3 ' - odpisałam.
- Wyciągnęłam z szafki miskę i paczkę chipsów paprykowych ( moich ulubionych) po czym wsypałam jej zawartość do miski. Ledwo zdążyłam położyć ją na stole w salonie, kiedy telefon wydał z siebie dźwięk nowego sms. -' Puk, puk '- przeczytałam i zaśmiałam się. Otworzyłam drzwi, a w nich stał mój największy skarb.
- Ja Ciebie też kocham. - powiedział, zamknął drzwi, rzucił płyty z filmami na stolik w salonie i złożył na moich ustach pocałunek zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- Mmm... - wydobyłam z siebie kiedy skończył.
- Oj tam od razu' mmm ', hahaha.- dodał podając mi płyty z filmami, które przywiózł.
- To może ' Kac Vegas' ? - zaproponowałam po chwili.
- Mi się podoba. - odpowiedział szepcząc mi do ucha jak bardzo jestem dla Niego ważna.
Podczas filmu kilka razy odciągnął mnie od jego oglądania. ( ;) ). Chociaż muszę przyznać, że film był bardzo śmieszny, to momentami no cóż, ciężko było mi się na nim skupić. Akurat przy końcówce filmu Niki dała o sobie znać. - A, mała zapomniałam o Tobie, wybacz. - powiedziałam do niej, a dwa czarne jak węgiel oczka dawały mi do zrozumienia, ze czas na spacer.
- No, muszę iść z nią na spacer. Wybierasz się ze mną, kochanie? - zaproponowałam Adasiowi muskając delikatnie Jego wargi.
- Z Tobą, na spacer? Zawsze, wszędzie, o każdej porze dnia i nocy !
- Hahaha. Okej, okej. Żebyś się czasem kiedyś nie zdziwił jeśli dostaniesz sms o 3 nad ranem z propozycją spaceru lub tańca w deszczu ! - powiedziałam z łobuzerskim uśmiechem na ta twarzy.
- Pewnie, nie ma sprawy słońce. To jak, idziemy?
- Ehem. Już, już. Tylko skoczę jeszcze na górę po bluzę i zadzwonię do pewnej osoby.
Posłałam Adamowi uśmiech nr 5, wzięłam telefon do ręki i zaczęłam niepewnie iść w stronę swojego pokoju.
- Idziemy do mnie do pokoju, chcesz coś, czy jak. bo potem możemy być zajęci. - powiedziałam i spojrzałam na mamę pytająco.
- A może dać Wam prezerwatywy, co ? - spytała mama.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne mamo. Nie , wiesz myślę, że nie będą Nam potrzebne w najbliższym czasie i jeszcze przez długi czas. - odpowiedziałam.
Wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Dobra, dobra przecież tak tylko sobie żartuję. - powiedziała mama.
Nagle usłyszeliśmy dzwonek telefonu komórkowego mamy, dobiegającego z salonu.
- Przepraszam Was dzieci, ale muszę odebrać.
- Dobra mamo, nie ma sprawy.
- A może chcesz soku, co kochanie ? - powiedziałam i spojrzałam na Adama pytająco.
- Jeżeli tylko masz pomarańczowy to chętnie, kocie. - odpowiedział rzucając mi jeden ze swoich cudownych uśmiechów.
- Wyciągnij szklanki, proszę.
- Już się robi piękna !
- Adaś, no...
- No co?
- Wcale nie jestem piękna, a teraz przez Ciebie mam na twarzy dwa rumieńce, których nie cierpię !
- Oj, kochanie. Jesteś, jesteś. A zobaczyć na Twojej twarzy rumieńce ? - bezcenne. Poza tym bardzo słodko w nich wyglądasz. - powiedział i pocałował mnie w czubek nosa.
Zaśmiałam się cicho nalewając sok do szklanek. Usłyszałam, że mama skończyła już rozmowę przez telefon.
- Mamo, chcesz soku ? - spytałam.
- Nie, córcia. Przykro mi, ale muszę Was zostawić, bo praca wzywa. Jakieś problemy w firmie, potrzebują mnie.
- Mamo, ale w piątek ?
- Niestety, ale wrócę dopiero jutro po południu.
- Ehh... Muszę Cię umówić na jakąś randkę, ciągle tylko praca i praca, tak nie można !
- Dobra, trzymam Cię za słowo ! - powiedziała mama i zaśmiała się. - Adaś pilnuj, żeby nie położyła się bardzo późno mimo tego, że jest piątek.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne mamo. - odparłam z irytacją.
- Nie ma najmniejszego problemu, proszę pani. - powiedział Adamo i posłał mamie czarujący uśmiech.
- A. Jeśli chcesz możesz dziś u nas przenocować, nie lubię kiedy Kamila zostaję sama na noc. - zaproponowała mama.
- Serio, mamo ? Może ?
- Serio, serio.
- Jeeeejku, mamo ! Dziękuję ! - krzyknęłam i przytuliłam ją bardzo mocno.
- Dziękuję pani. Na pewno skorzystam. - odparł Adaś.
- No, no. Ale śpisz tu, na kanapie mój drogi. - dodała groźnie mama.
- Oczywiście, proszę pani.
- Mamo, przecież i tak będziemy grzeczni. - powiedziałam i posłałam jej łobuzerski uśmiech.
- W to nie wątpię...Ale kanapa, to kanapa.
- Dobra, Dobra.
- Przypilnuję Kamili, na pewno będzie grzeczna. ( Czego nie mogę powiedzieć o sobie. - szepnął mi na ucho.) - powiedział Adaś śmiejąc się.
- Okej, wierze Ci na słowo, mój drogi.A teraz wybaczcie, ale już czas na mnie. Cześć!
- No hej, mamo.- Do widzenia.
Po chwili zamknęły się drzwi i usłyszeliśmy odgłos odjeżdżającego samochodu.
- No to zostaliśmy sami. - powiedziałam.
- Na to wygląda, kochanie. - powiedział Adam i objął mnie w pasie.
- To co robimy ? - spytałam, całując Go w policzek.
- Może jakiś film ? - zaproponował mocniej obejmując mnie w talii.
- Czemu nie. Tylko ja nie mam chyba nic ciekawego.
- To wiesz co ? Poczekaj tutaj, a ja skoczę do domu po jakieś komedie, co Ty na to ?
- Komedie ? Cudownie ! Ale...
- Ale co, myszko ?
- Nie chcę tracić, ani chwili z Tobą, kociaku.
- Oj, mała. Przecież wrócę.
- No wiem, wiem. Byleby szybko.
Wziął kurtkę, bo zrobiło się już dosyć chłodno, pocałował mnie w usta i powiedział :
- Wrócę niedługo, skarbie.
- Już tęsknię. - powiedziałam i mocniej ścisnęłam Jego dłoń.
Po chwili wyszedł. Patrzyłam jeszcze przez okno jak jedzie w kierunku swojego domu na Jego ukochanym bmx'e. - Kocham Go,w wiesz Niki ?- zwróciłam się do psa. - A no tak ! Chodź nasypię Ci karmy, pewnie zgłodniałaś. Akurat na blacie kuchennym mój telefon wydał z siebie dźwięk oznaczający nowego sms. Wsypałam karmę do miski Niki i spojrzałam jeszcze na nią kątem oka jak wcina jej zawartość. Wzięłam telefon do ręki. Na wyświetlaczu widniał napis : 1 nowa wiadomość od : Adam.♥ ' .Nacisnęłam opcję 'pokaż' i po chwili moim oczom ukazało się słodkie pytanie, które wywołało na mojej twarzy uśmiech, aż po same kąciki warg. ' Za 5 min. bd u Ciebie. Jak wrócę to zacałuję Cię na śmierć ! :D Co Ty na to, skarbie ? ;* <3' - ' Mmmm ... bardzo kuszące, zgadzam się .;d No chodź już tu do mnie, no ! :) Kocham Cię. <3 ' - odpisałam.
- Wyciągnęłam z szafki miskę i paczkę chipsów paprykowych ( moich ulubionych) po czym wsypałam jej zawartość do miski. Ledwo zdążyłam położyć ją na stole w salonie, kiedy telefon wydał z siebie dźwięk nowego sms. -' Puk, puk '- przeczytałam i zaśmiałam się. Otworzyłam drzwi, a w nich stał mój największy skarb.
- Ja Ciebie też kocham. - powiedział, zamknął drzwi, rzucił płyty z filmami na stolik w salonie i złożył na moich ustach pocałunek zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- Mmm... - wydobyłam z siebie kiedy skończył.
- Oj tam od razu' mmm ', hahaha.- dodał podając mi płyty z filmami, które przywiózł.
- To może ' Kac Vegas' ? - zaproponowałam po chwili.
- Mi się podoba. - odpowiedział szepcząc mi do ucha jak bardzo jestem dla Niego ważna.
Podczas filmu kilka razy odciągnął mnie od jego oglądania. ( ;) ). Chociaż muszę przyznać, że film był bardzo śmieszny, to momentami no cóż, ciężko było mi się na nim skupić. Akurat przy końcówce filmu Niki dała o sobie znać. - A, mała zapomniałam o Tobie, wybacz. - powiedziałam do niej, a dwa czarne jak węgiel oczka dawały mi do zrozumienia, ze czas na spacer.
- No, muszę iść z nią na spacer. Wybierasz się ze mną, kochanie? - zaproponowałam Adasiowi muskając delikatnie Jego wargi.
- Z Tobą, na spacer? Zawsze, wszędzie, o każdej porze dnia i nocy !
- Hahaha. Okej, okej. Żebyś się czasem kiedyś nie zdziwił jeśli dostaniesz sms o 3 nad ranem z propozycją spaceru lub tańca w deszczu ! - powiedziałam z łobuzerskim uśmiechem na ta twarzy.
- Pewnie, nie ma sprawy słońce. To jak, idziemy?
- Ehem. Już, już. Tylko skoczę jeszcze na górę po bluzę i zadzwonię do pewnej osoby.
Posłałam Adamowi uśmiech nr 5, wzięłam telefon do ręki i zaczęłam niepewnie iść w stronę swojego pokoju.
wtorek, 6 września 2011
ROZDZIAŁ IV.
Obudziłam się rano, a całe moje łóżko było w notatkach Adama. Na wspomnienie wczorajszego dnia na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Minął kolejny dzień, tydzień, miesiąc, a ta przeprowadzka do Grudziądza okazała się być wspaniałym pomysłem. Rok szkolny się już prawie skończył, a ja zaprzyjaźniłam się z kilkoma osobami stąd. Kilka dni przed końcem roku szkolnego coś się wydarzyło. Właśnie zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji. Adam pokazał mi gestem, żebym na chwilę na Niego poczekała.
- Masz teraz czas? Może Cię podwieźć ? - zaproponował Adamo.
- Hmm... Miałam ochotę przejść się jeszcze do parku, ale pewnie.
- No to gdzie mam usiąść na Tym Twoim jakże zacnym wozie ? - spytałam i zaczęliśmy się śmiać.
- Na kierownicy oczywiście. - odpowiedział, rzucając mi ten swój cudowny uśmiech.
Pojechaliśmy do parku, podjechaliśmy pod mój ulubiony mostek. Adamo odkładał rower przy pobliskim drzewie, a ja weszłam na mostek, wciągnęłam głęboko powietrze w płuca, by poczuć rzeczywistość i unoszące się w powietrzu marzenia innych. Zamknęłam oczy łapiąc tą cudowną chwilę, którą już za moment będę mogła włożyć do szufladki w mojej głowie z napisem ' WSPOMNIENIA'. Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie w pasie...
Odwróciłam się do Niego przodem i lekko zachwiałam. To był Adaś... Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. On przyciągnął mnie mocno do siebie, popatrzył głęboko w oczy i...i... czule pocałował !
- Adaś, Ty, Ty... zrób to jeszcze raz.
- Ale co ?
- Pocałuj mnie.
I wtedy nasze wargi połączyły się na dłuższą chwilę.
- Słuchaj... ja, ja Cię kocham ! To się dzieje już od dłuższego czasu. Właściwie już wtedy, kiedy pierwszy raz pojawiłaś się w szkole spodobałaś mi się. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu... i stało się ! Po prostu się stało. Z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z sekundy na sekundy zakochiwałem się w Tobie coraz bardziej. Nie mogłem dłużej znieść myśli, że nie mogę Cię dotknąć, objąć, pocałować. Po prostu nie mogłem. - wyznał ściskając mocniej moją dłoń i całując w czoło.
- To dla mnie szok. Przepraszam, ale na prawdę jestem w szoku, że niby ktoś taki jak Ty zakochał się we mnie ?
- Absolutnie tak.
- Wspomniałeś, że zakochiwałeś się we mnie coraz bardziej, tak ?
- No tak. - powiedział przyciągając mnie mocniej do siebie jakby bał się, że gdzieś ucieknę.
- To teraz jesteś już we mnie całkowicie zakochany ? - spytałam i zaśmiałam się.
- Zakochany po uszy, kochanie. - powiedział mrucząc mi do ucha te swoje ' Mrau'.
- Kocham Cię i chciałbym czegoś więcej niż tylko przyjaźni, mała ... - powiedział z drżącym głosem.Widać, że się denerwował.
- Ciiichoo. Już nie mów nic, kochanie. Ja Ciebie tez kocham. - z odwagą w głosie powiedziałam, wspięłam się na palce po czym pocałowałam Go w usta.
Odwzajemnił pocałunek, wziął mnie za rękę i zeszliśmy z mostku. Kiedy jechaliśmy do mojego domu w takich chwilach jak stanie na pasach, bo ' samochód musi skręcić', albo czekając na zielone światło całował mnie we włosy. W końcu kiedy pożartowaliśmy sobie trochę, weszliśmy do domu. Złapał mnie za rękę i mocniej ją ścisnął. Mama na Nas spojrzała i patrzyła jakby jej oczy miały zaraz wyjść z orbit.
- To Wy jesteście ? - spytała zaskoczona.
- Tak mamo, Jesteśmy. - powiedziałam, a z moich oczu wyczytała, że jestem cholernie szczęśliwa. A ja poczułam na swoim małym serduszku uczucie ciepła, motylki zaatakowały mój brzuch, a szczęście wprost rozwalało mnie od środka. Od tego momentu wiedziałam już, że z Nim to na koniec świata i jeszcze dalej.poniedziałek, 5 września 2011
ROZDZIAŁ III.
Był to Adam z mojej klasy.
- Wszystko w porządku ? - zapytał pomagając mi wstać.
- Tak, tak. Dziękuję. - odpowiedziałam zbierając resztę książek, których nie zdążył pozbierać jeszcze Adaś.
I wtedy to się stało. Zauważyłam jaki jest przystojny. Był średniego wzrostu, miał dłuższe blond włosy słodko roztrzepane i niebieskie jak błękit nieba oczy. A jego twarz pokrywało 8 pieprzyków.
- No, to chyba wszystkie książki, proszę bardzo.Na pewno wszystko w porządku ?- Dziękuję. Jasne. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do Niego przyjaźnie.
Kiedy lekcje się skończyły wyszłam ze szkoły i zobaczyłam Go na bmx'ie. Wyczyniał na nim niesamowite rzeczy ...
Pomachał mi i uśmiechnął się czarująco. - odwzajemniłam uśmiech i odmachałam.
Wróciłam do domu, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam rozmyślać, kiedy nagle do pokoju weszła mama.
- I jak w nowej szkole, kochanie ?- spytała zaciekawiona.
- A wiesz co mamo ? Nie licząc kilku wpadek to cudownie. - odpowiedziałam pełna entuzjazmu.
- To fajnie.Jadę do miasta na większe zakupy, jedziesz ze mną ? - spytała.
- Nie, dzięki mamo. Zostanę w domu i zrobię spaghetti na obiad.
- Dobrze, kochanie. Tylko nie wysadź domu w powietrze. - powiedziała i zaśmiała się.
Po krótkiej chwili drzwi od domu zamknęły się i mamy już nie było. Zeszłam do kuchni i zaczęłam przyrządzać obiad. Kiedy obierałam marchewkę ze skórki, usłyszała dzwonek do drzwi. Otworzyłam, a moim oczom ukazał się Adaś !
- Cześć. - powiedział. - pomyślałem, że może chciałabyś spojrzeć na moje notatki, bo jesteś tu nowa i ...i...
- Cześć, wchodź, a nie stoisz w drzwiach.
- Ale nie chciałbym przeszkadzać.
-Wchodź , głuptasku. - chwyciłam Go za rękę i wprowadziłam do domu.
- A możemy przejść do kuchni? Bo właśnie robię obiad i...
- Umiesz gotować ? - spytał zaskoczony.
- No tak, to takie dziwne ?
- Nie, skąd. - powiedział i uśmiechnął się promiennie.
- A co dobrego gotujesz, że tak ładnie pachnie ?
- Spaghetti - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Co prawda nie za bardzo umiem gotować, ale może Ci pomóc ?
- No pewnie ! już myślałam, że nie spytasz. - powiedziałam i wybuchnęliśmy razem śmiechem. - Dobra to może obierz marchewkę i ją zetrzyj, a ja zetrę ser.
- Okej, już się robi proszę pani. - zasalutował i zaczął się głośno śmiać.
Wszystko było przygotowane. Wraz z długim makaronem, po który Adam specjalnie dla mnie skoczył do sklepu. Mamy jeszcze nie było, więc nałożyłam Adasiowi i sobie.
- Mmm... - powiedział Adam. - Nie wiedziałem, że pani tak dobrze gotuje panno Rebel. - dodał po chwili i szeroko się uśmiechnął.
- Ale panie Maciejewski nie udałoby mi się to bez pana ! - odpowiedziałam i razem wybuchnęliśmy wesołym śmiechem.
Do domu weszła mama.
- O, kochanie nie mówiłaś, że będziemy miały gościa.
- Ale ja nawet nie wiedziałam, że będziemy miały gościa mamo. - Oh, przepraszam. Adasiu to moja mama, Anita. Mamo to mój nowy kolega z klasy, Adaś.
- Miło mi pani Rebel.- powiedział do mamy Adaś i pocałował ją w rękę.
- Mi również, Adasiu. - powiedziała mama i uśmiechnęła się do niego.
- Wiesz co Kamila ? Ja będę się już zbierał. Zostawię Ci moje notatki, żebyś mogła je przejrzeć. A i dziękuję za pyszny obiad. - powiedział i obdarował mnie swoim czarującym uśmiechem.
- Mówiłam Ci już, że nie byłby taki pyszny bez Ciebie. - powiedziałam i dałam Mu sójkę w bok.
- Hahaha. Jasne, jasne. No to do jutra ! Do widzenia pani.
- Cześć, do widzenia. - powiedziałyśmy z mamą.
- Dobra, kochanie. Powiedz mi skąd wytrzasnęłaś takie ciacho ! - powiedziała mama.
- No wiesz mamo ? Mówiłam Ci już, że to mój nowy kolega z klasy. Niezłe ciacho, to fakt. - odpowiedziałam. - Poza tym tylko przyniósł mi notatki i pomógł mi przy obiedzie, który musisz sobie nałożyć sama, bo ja idę na górę do siebie, przejrzeć te notatki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





